poniedziałek, 6 grudnia 2010

Wieści zza dalekiej, żółtej wody ;)

Drodzy Czytelnicy
przepraszam bardzo za przerwę w dostawie nowych informacji, a wydarzyło się w ostatnim czasie nie mało, która była spowodowana nawałem pracy, nowych doświadczeń i rzeczy do spamiętania ;)
Od czego by tu zacząć, może od tego, od czego skończyłam ;)

No więc, po przenocowaniu w Monachium, udaliśmy się na lotnisko i oczekiwaliśmy na wylot o godz, 15.35, w między czasie obserwując z przerażaniem, jak za oknem śnieg z niezwykłą zapalczywością wypełnia swój plan: przykryć nas i całe lotnisko białą, mięciutką warstwą ><
Gdybym była w górach, to może by i mi to nie przeszkadzało, ale mając w perspektywie spędzenie kolejnej nocy w hotelu, stwierdziłam, że jednak śnieg mógłby dać za wygraną.........

Anyway, najpierw przesunęli nam boarding z 14.55 na 16 a później, jak już po 16 zapakowaliśmy się do samolotu, to nagle okazało się, że jeszcze musimy poczekać, i tak średnio co 30min dostawaliśmy informację, że wylot jeszcze się opóźni, że przed wylotem trzeba oczyścić samolot ze śniegu i lodu, ale jesteśmy dopiero 16 w kolejce, to jeszcze to potrwa itd.Na szczęście nie pozwolili umrzeć nam całkowicie z głodu ;) rozdali batony, jakieś ciasteczka, więc nie było źle ;)

W końcu udało się nam wyruszyć z Monachium (nie mam szczęścia do tego lotnisku, jak leciałam do Stambułu, to prawie nie zdążyłybyśmy z koleżanką na samolot :/) ale ostatecznie nasz lot, zamiast 11 godzić trwał ok 15...
Wylądowaliśmy w Tokio, nadaliśmy nasze główne bagaże do hotelu docelowego i pojechaliśmy do hotelu w Tokio, gdzie po 20min od przybycia, nie było nawet czasu na szybki prysznic, musieliśmy iść na ponad godzinne spotkanie informacyjne.....Na szczęście później byłam umówiona z moją znajomą, Japonką, mieszkającą w Tokio ze swoim mężem Jackiem (tak tak Polakiem :) ). Oczywiście gadałam jak nakręcona ;) Ledwo udało się im mnie pozbyć ;) Trochę szkoda, że nie mogliśmy spotkać się dłużej, ale może jeszcze taka okazja się pojawi ;)

Następnego dnia czekała nas podróż samolotem do Sapporo, gdzie wylądowaliśmy po ok. 1,5godz locie. Niestety, z powodu opóźnienia samolotu nie zdążyliśmy na właściwy pociąg do Sapporo, a później na kolejny z Sapporo do Otaru, więc gdy już tam dotarliśmy, to mogliśmy powąchać tylko spaliny naszego autobusu do hotelu. Tak więc nasz opiekun i przewodnik w jednym, Pan Oda, znalazł w miarę tanią taksówkę, która zawiozła nas wprost pod drzwi hotelu. Mówiąc tania taksówka, mam na myśli to, że zapłaciliśmy za nią 7tys. jenów (na nasze ok 200zł).... niestety, ale cóż poradzić, kiedy na miejsce jedzie się ok 40min....
No i znowu nie było dane nam odpocząć, cały czas trzeba było coś załatwiać, spotkanie z osobami, które miały się nami zająć, przedstawienie nas chyba połowie hotelowe staffu, zwiedzanie hoteli (kurort ten posiada 2 hotele, jeden tuż koło stoku, i jeden niżej jakieś 2km od niego). Nasz akademik mieści się jeszcze niżej, jakieś 10min drogi od pierwszego hotelu. Pojechaliśmy zostawić rzeczy, zapoznać się z małżeństwem cieciów ;) i dalej hajda z powrotem do hotelu na wystawną kolację zapoznawczą z całą śmietanką menadżerską i kilkoma obcokrajowcami. Tak tak, prócz nas pracę rozpoczęli także: 1 dziewczyna z Anglii, 1 dziewczyna z Australii, kilka Koreańczyków i Chińczyków, a także jeden Nowozelandczyk, który już 4 rok tutaj pracuje (ja bym ześwirowała ;))
Więc kolacja była niezwykle wystawna i najadłam się jak nigdy owoców morza, krabików, ośmiorniczek, i innych japońskich czy międzynarodowych pyszności ;)
Kolejny dzień to dalsze zwiedzanie, podział pracy itd.
Tutaj dochodzimy do kolejnej ciekawej kwestii, jaką jest przydzielenie mi roboty, która miała przypaść w udziale Andrzejowi ><
Mianowicie, chodzi o pracę w szkółce narciarskiej dla dzieci ><  Ale spoko, może niedługo mnie z niej wywalą ;) bo na obecną chwilę, nie dostrzegam problemów i niebezpieczeństw tam gdzie powinnam xD
Jeśli chodzi o samą pracę, to zaczynam od przyjmowania dzieci  i rodziców w recepcji, później odprowadzam je do odpowiednich pokoi, gdzie inni animatorzy się nimi zajmują, później jest czas na przygotowanie do wyjścia na stok, a jak się już ich pozbędziemy (zakładając, że wszystkie dzieci pobierają lekcje) to mamy ok 1-1,5 godz wolnego, a później przygotowujemy stoły do lunchu. Oczywiście jemy z dzieciakami, ale częściej polega to na tym, że musimy pilnować, czy jedzą, jak jedzą itd... no wiadomo o co chodzi ;)
Zanim ruszą na kolejne zajęcia jeszcze trochę się z nimi bawimy, a później znowu przerwa, aż do czasu kiedy wrócą na jakieś przekąski i czekamy, aż rodzice je odbiorą. Na razie nie było źle, bo dzisiaj (pierwszy dzień pracy) było tylko 5 dzieci i każde z nich uczestniczyło w zajęciach. Więc się nie narobiłam ;) plus poziom decybeli nie przekroczył za bardzo tego, który jestem w stanie znieść.
Oki późno już.... Resztę opowiem następnym razem, bo jest co ;)
Do usłyszenia :)

6 komentarzy:

  1. Cze Młoda, no to mieliście niezłe przejscia w podróży;-( Ale najważniejsze,że na miejscu już jesteście.Hahahahah...jak wczoraj mi Twoj tata powiedzial, że z dziećmi pracujesz nie mogłam śmiechu opanować.Wiem jak nie lubisz dzieciaków
    a tu nagle musisz się nimi zajmować.3maj sie ciepło.Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  2. no przerąbane, nie xD
    ale pocieszam się, że przynajmniej jest ciekawie i jeśli uda mi się zrozumieć japońskie dziecko, to już każdego zrozumiem xD
    wczoraj było ciekawie, bo przyszła 2 dzieci z Singapuru i pojechałam z nimi na zajęcia i tłumaczyłam, co instruktor mówił, więc było nawet fajnie, poruszałam się trochę na świeżym powietrzu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahah...własnie...jak dziecko zrozumiesz to już kazdego. Dzieci są słodkie;-) Dasz radę;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słodkie mogą być, jak je cukrem posypiesz :P
    A to, że dam radę, to wiem ;) Ja się nie poddaję, ja tylko przechodzę w stan hibernacji xD
    Ale uznałam, że będzie to dobry sposób na wyrobienie w sobie cierpliwości xD może jeszcze jakiegoś satori doświadczę xD

    OdpowiedzUsuń
  5. eeej no z opisu wygląda na całkiem fajną pracę! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. p.s. jak dostaniesz nartą w głowę (a to dopiero byłby wyczyn) to może i doświadczysz satori :p

    OdpowiedzUsuń