wtorek, 14 grudnia 2010

Sapporo - podsumowanie ;)

Witam ponownie Szanownych Czytaczy.

Dzisiaj chciałam omówić moje 2 wypady do Sapporo w ostatnim czasie.
Pierwszy polegał raczej na krótkim zwiedzaniu samego centrum, które jak już pisałam, nie różni się zbytnio od innych miast japońskich, więc nic suuuper ciekawego w nim nie zauważyłam. Moim przewodnikiem była Ola, która obecnie odbywa roczne stypendium na uniwerku w Hokkaido.
Drugi wypad miał miejsce dzisiaj, pojechałam z 2 znajomymi: Joanną z Korei i Sayuri z Japonii w celu odstresowania się od pracy i zrobienia zakupów ;)
Miałyśmy pójść na karaoke, ale niestety Sayuri się przeziębiła i nie chciała nadwyrężyć swojego głosu. Więc sprawę karaoke przełożyłyśmy na inny dzień.
Nie mniej jednak było całkiem fajnie :)
Poszłyśmy na sushi do takiego baru, gdzie talerzyki z sushi pływają sobie dookoła i wybiera się, który się chce, albo zamawia coś specjalnie.
To może zamieszczę zdjęcia i dodam do nich komentarz ;) będzie łatwiej:

Widok na część portu w Otaru
 Diabelski młyn, czy jak to się tam po polsku nazywa, w Otaru. Takie "koła" są niezwykle popularne w Japonii, w każdym większym mieście musi być przynajmniej jedno takie coś ;)
 Ola przed dworcem w Sapporo
 Część jachtowa w porcie w Otaru.
 Moja stołówkowa kolacja. Ma się do wyboru 2 małe talerzyki z przystawkami z 4, plus do tego zupa miso, ryżu ile dusza zapragnie oraz herbata. Pomimo faktu, że to stołówka w akademiku, jedzenie jest bardzo dobre, chociaż nie ma co liczyć na yakisobę, sushi ;), tempurę, okonomiyaki itd... cóż luksusowe jedzenie ;)
 Poniżej: tramwaj w Sapporo, nie ma och dużo i jeszcze nie miałam przyjemności się nim przejechać, może kiedyś ;)
 A tak wygląda wystawa jedzenia dostępnego w danym sklepie. Wszystko zrobione z plastiku, ale jak dla mnie zajebisty pomysł, na prawdę wiesz co jesz :)
 Wieża zegarowa z Sapporo, jeden z najstarszych zabytków w mieście (z ok 1870r.)
 Ciastka i inne przysmaki dostępne w piekarnio-cukierni. Niestety japońskie ciastka w stylu zachodnim nie należą do najlepszych, są oczywiście wyjątki, ale w większości ma się wrażenie, że je się najpodlejsze ciastka z biedronki.... ale czego się spodziewać po kraju, który nie ma tradycji wypiekania ciast (biedacy).....

Ola nieopatrzenie wypowiedziała hasło klucz: Okonomiyaki i już przez cały pobyt w Sapporo myśl o tym pysznym daniu mnie nie opuszczała. Po wielu trudach i długich poszukiwaniach udało nam się znaleźć miejsce, gdzie to przyrządzają... taaaak w rejonie Osaki czy Kyoto nie byłoby z tym problemu, ale nie tutaj... w Sapporo i w ogóle na Hokkaido króluje Ramen... trzeba będzie kiedyś go spróbować.
Tak wygląda okonomiyaki po zbełtaniu wszystkich składników i wrzuceniu na "patelnię" na środku stołu:


 Kącik z przyprawami, menu itd.

 Okonomiyaki prawie gotowe :)
 Pierwsze koty za płoty, całkiem pyszne :)
Aha zapomniałam wspomnieć, że jest to wersja z krewetkami koktajlowymi. Polane majonezem, sosem do okonomiyaki i posypane nori i płatkami suszonej ryby. Mniam :)


Wino z Otaru, które dostałam od znajomego Japończyka, niestety nie było jeszcze okazji, żeby je otworzyć :/ ale spokojnie, na pewno nadejdzie :)

 A tak wygląda wspomniana powyżej suszarnia :)
 Czerwone talerzyki, czyli zawartość kosztuje ok 130 yenów. Różowy chyba był najtańszy za 105 yenów.
Herbata jest za darmo, tak samo jak sos sojowy, wasabi i marynowany imbir na przegryzkę ;)

 Joanna (z tyłu) i Sayuri :)
 Kolejna porcja, nie wiem czego, ale było dobre xD

 Ja i moja górka talerzy :)
Czerwone z białą obwódką to wydatek ok 200 yenów
 Skończyłam! Proszę o rachunek! Cooo prawie 1000 yenów (ok 35zł)?!
Nie no, nie jest źle, za taką górę pyszności ;)
 A tak wygląda się jak się idzie do przymierzalni w sklepach....Torebka na głowę, żeby nie pobrudzić przymierzanej rzeczy makijażem... Nie wspominając, że przed wejście do przymierzalni trzeba zdjąć buty ><
Trochę wkurzające ><
 Picie z automatu: puszka z gorącym napojem o smaku Hot Cake .... nie było aż takie złe... trochę słodkie
 Widok z pociągu kursującego między Otaru a Sapporo. Dla tych krajobrazów mogłabym codziennie dojeżdżać z Otaru do Sapporo. Trasa przebiega tuż przy brzegu morskim, a po drugiej stronie są góry :)


I tak na sam koniec, luksus na który sobie dzisiaj pozwoliłam, 1 jabłko za całe 100 yenów (3,5zł)!!!!!!!
Biedni ludzie... Nie wspomnę o pęczku rzodkiewek za 158yenów (coś ok 5 zł ><)

Szukałam też dzisiaj noża w sklepie wszystko za 100yenów..... srogo się zawiodłam... mają ogromne noże kuchenne, jakieś noże do owoców, steków itd, ale ani jednego "normalnego" >< więc kupiłam sobie taki do steków... Chyba nie będzie zły.

Aha, w Sapporo czy Otaru kręci się bardzo dużo Rosjan. Dzisiaj w sklepie snowboardowym zaczepił mnie jeden Rosjanin. Najpierw zapytał się czy mówię po angielsku, a później z jakiego kraju jestem ;) Więc mu wytłumaczyłam, że nie ma co liczyć na rozmowę w swoim ojczystym języku, bom ja dziewczę z Polski ;)

No doooobra to by było chyba na tyle...
Jutro znowu do pracy, ale w piątek mam wolne, jadę szukać gogli ;) bo w przyszłym tygodniu chcę już sobie pozjeżdżać :)
W święta oczywiście pracuję, a jakże, chyba nikt nie ma wtedy wolnego... w końcu gorący okres.

AAAA zapomniałabym, wczoraj kręcili u nas jakiś program no i załapałam się na zdjęcia ;) tzn umówmy się, jestem obcokrajowcem pracującym u nich, więc warto mnie umieścić w reklamówce, żeby pokazać, jacy to oni nie są międzynarodowi itd ;)
Później wraz z inną animatorką (Japonką) dostałyśmy podziękowania od samego szefa naszego działu  za "dobrą postawę i wzorowe zachowanie" ;)
Może kiedyś dane mi będzie to zobaczyć.

Buziaki i do usłyszenia :)

1 komentarz:

  1. Te danie w stołówce wygląda jak schabowy z ryżem;). Widoki faktycznie piękne - chcę więcej zdjęć:). Jak pogoda? Bo tu znowu zzzzimno, mrrrrooz! Się nieco przeziębiłam :(. Dobrze, że u nas takich cudów na kiju w tych przymierzalniach nie ma. Czytam sobie Stiega Larssona - świetna książka:).
    Pozdróweczki:)!

    Karolina

    OdpowiedzUsuń