Na lunch poszłam z Sayaką (z Australii) do Kaitenzushi :) taaaak mogłabym tam zamieszkać ^^ uwielbiam sushi mmmhhmm.
Poniżej przedstawiam parę zdjęć z wycieczki do Otaru:
Pomnik na cześć jakiegoś psa, który (chyba na początku wieku) pomagał strażakom
Sushi z cebulką mhhhmmm
Sushi z ośmiornicą mhhhmm
Sayaka
Sushi z czymś tam mhhhhhm
Sushi z grillowaną słodką krewetką plus polewa majonezowa mhhhhm
Stosik talerzyków Sayaki
Mój stosik talerzyków :)
Kaiten zushi Waraku.....trochę drogi, ale mega pyszne jedzenie :)
Trochę zdjęć z Otaru, które kiedyś było największym miastem na Hokkaido, ale ponieważ jest otoczone przez góry, ciężko jest tam cokolwiek zbudować, więc powoli liczba mieszkańców się zmniejszała, a z innych miast na przód wysuwało się Sapporo, które leży na dosyć płaskim terenie, więc jest gdzie coś nowego zbudować.
Nowa moda rikszarzy ;)
Niestety w czasie drogi powrotnej zgubiłam gdzieś mój szalik, ale na szczęście, w odróżnieniu od rzeczy, które zgubił mój znajomy w autobusie i nie tylko (mp3 player i aparat), moja domniemana strata wydaje się być niewielka, ale okazało się, że nie wzięłam drugiego szalika >< i nie miałabym czego zakładać na jazdę na nartach,..,.
Innym problemem było przeziębienie, które zaczęło mnie brać dzień wcześniej i rozwinęło się po powrocie z Otaru... niestety musiało się to wydarzyć tuż przed najgorszymi dniami w tygodniu, jakimi są sobota i niedziela >< Wtedy liczba dzieciaków wzrasta z ok 20 do ponad 140 >< Dzisiaj było ich 200.... podobno jeszcze nigdy nie było takiej liczby......... No a ja tutaj z pękającą głową, wrażliwą na wysokie decybele, z bolącym gardłem..... Na szczęście sobota nie była jeszcze taka zła... ale dzisiaj to już jedna wielka maskara, ale trzymałam się dzielnie, póki grupka dzieciaków nie zaczęła mi uciekać na stoku, jak już wracaliśmy po lekcjach do budynku Akademii, więc wyciągnęłam swoje długie gaijińskie nogi i ruszyłam w pogoń, a jak już ich dopadłam, to władczym głosem zaczęłam mówić im, że bardzo mnie zawiedli i wkurzyli itp, itd.
To był jeden raz, drugi raz był na sam koniec dnia, kiedy kazali mi zatrzymać na chwilę dziewczynkę z Singapuru, bo chcieli pogadać z jej rodzicami, no i biedna się rozpłakała, że ona już chce do rodziców itd, no i jak przykazali, tak siedziałam z nią i czekałam, aż dzieciaki wyjdą z sali, a biedaczka płakała cały czas rzewnie, więc w pewnym momencie, kiedy uznałam już, że moja głowa zaraz pęknie a nerwy pójdą w strzępy, krzyknęłam, że dobra idziemy, kurna niech tylko przestanie ryczeć... na szczęście ktoś znalazł w między czasie jej przyjaciół, z którymi przyszła, więc się uspokoiła.... ehhh ale pewno dostanie mi się od przełożonych za wrzeszczenie na dzieciaki >< Ale nie wiem czego oczekują po osobie, która nie przeszła przeszkolenia pedagogicznego i nie zgłosiła się sama, na ochotnika na tę pozycję ;)
Najważniejsze jest jednak to, że weekend już za mną xD yuppi!!!!! jutro idę na wieczorne zjeżdżanie po pracy ;) moje pierwsze tutaj i w ogóle w sezonie 2010/2011, wish me a good luck :)
Wspominałam, że zjazdy mamy za darmochę? A może i wypożyczalnię :)
Może będzie szansa i na snowboard ^^


















zaśliniłam się patrząc na te zdjęcia. Cuuudne! a jak muszą smakować, ach!...
OdpowiedzUsuńA u nas jutro obżerka w innym klimacie;)
Mam nadzieję, że przeziębienie już w miarę wyleczone, trzymaj się!