czwartek, 30 grudnia 2010

Kolejne spostrzeżenia

Japończycy, jak to Japończycy, nie uznają za bardzo chusteczek, póki nie zacznie im lecieć z nosa ciurkiem ><
Czasami jak wsiadam na wyciągu z przedstawicielami tego kraju, to później mam kanon na 3 nosy >< A najobrzydliwsze jest, jak robią to podczas jedzenia >< uhhhhh  albo jak wysmarkują sobie nosy podczas mycia w ofuro czy też w wspólnej umywalni >< bleeeeeeeeeeeeeeeee
Dzisiaj zostałam główną dowodzącą w grupie dzieciaków w wieku 9-12 lat. Miałam wymyślić jakąś grę czy coś takiego, żeby zapełnić 30min czasu przeznaczonego na rekreację, więc wymyśliłam, że zagramy w państwa i miasta w wersji japońskiej. Całkiem nieźle to wyszło ^^ byłam z siebie dumna, że udało mi się zgrać wszystkich i, że mieli niezły ubaw podczas tej gry.
Jutro mam wolne, więc idę na poszukiwania fryzjera ;) plus wieczorem będę znowu zjeżdżać, nie można zmarnować żadnego dnia ;) trzeba pracować nad formą ^^
Ale samo uczucie, że wokół jest tyle pro itd, że można się zgłosić do nich z poradą... ahh marzenie, muszę to wykorzystać, szczególnie, że większość tych ludzi jest niezwykle luzackich, więc spokojnie można się dogadać. Od stycznia planuję trenować snowboard. Nie wiem skąd będę czerpać na to wszystko siłę, ale nie odpuszczę :)

Ok czas na kilka zdjęć, obiecuję, że niedługo zamieszczę więcej ujęć mas śniegu, które tutaj występują.

Zdjęcia są z nomikaia (popijawy ;) ) z moim działem.

Pierwsze zdjęcie: ja + Ann (z Anglii, instruktorka) + Yuri (instruktorka) + inna instruktorka
 W żółtej koszulce Taku (instruktor z naszej szkoły, bardzo zabawny ;) )
Koło mnie siedzi Joanna (wymowa ang., pracuje w informacji i recepcji naszej akademii) z Korei, a nad nią Chizuko (też w recepcji akademii)

W czapce Yuichi, instruktor, a w żółtej koszulce Gon, też instruktor.



To by było tyle na dzisiaj :)
Do przeczytania :)

wtorek, 28 grudnia 2010

Darmowy ski pass i wypożyczalnia = sposób spędzania dnia wolnego

Tjaaa, tak jak w tytule, kiedy nadchodzą dni wolne, wykorzystuję swój dokument potwierdzający bycie pracownikiem Kiroro i dający mi darmowe korzystanie z wyciągów oraz wypożyczanie sprzętu. :) Tak więc ruszyłam w dzień wolny o 9 rano na podbój stoków :) sprawdziłam wszystkie, wybrałam kilka najbardziej dla mnie odpowiednich i tak kontynuowałam swój dzień ;) z małą przerwą na lunch i z kilkoma króciutkimi wypadami po coś ciepłego do picia i poszamania, spędziłam tak 10 godz na stoku ;) wieczorem ledwo mogłam się ruszać, ale nie przeszkodziło mi to następnego dnia przystąpić do dalszego etapu poprawiania moich umiejętności narciarskich ;) chociaż tym razem jeździłam tylko do 15.30 bo na 17.30 miałam spotkanie z obcokrajowcami i grupą trzymającą władzę, a później popijawę z moim działem :)
Szczerze powiedziawszy nie do końca rozumiem idei spotykania się w gronie obcokrajowców i szefostwa, ale skoro zapraszają i dają darmo drinki i jedzenie, to czemu nie ;)
Później było spotkanie z moim działem, które też przebiegło w całkiem fajnej atmosferze, pouczyłam trochę języka polskiego ;) Jak zdobędę zdjęcia z tego spotkania, to je wrzucę na bloga.

Jeśli chodzi o samą jazdę na nartach, to staram się jak mogę, szczególnie, że dookoła mam samych instruktorów i japońskich guru narciarstwa, którzy uczą, pewno za nie małą kasę, klientów Kiroro.
Wczoraj miałam przyjemność zjeżdżać 2 razy z jednym z najlepszych japońskich narciarzy..... byłam oczarowana, i strasznie zazdrosna, bo sama też bym tak chciała jeździć. Miałam wrażenie, że Yuji nie używa żadnej siły podczas zjeżdżania, nie męczy się itd., wszystko było tak miękko i płynnie wykonane... ahh pozazdrościć. Pokazał mi kilka sztuczek, które później próbowałam wykonać. I dlatego też postanowiłam więcej się starać, skoro mam już takich pro wokół siebie, którzy czasami sypną złotą radą, to trzeba to wykorzystać :)
Wczoraj jedna z instruktorek powiedziała mi, że nieźle jeżdżę, ale muszę popracować nad postawą i pokazała mniej więcej, co mam robić. Jutro to wypróbuję :)
Jedno spostrzeżenie ze stoku, irytuje mnie to, że Japończycy, nawet jak mają krzesełka 4 os., to wsiadają w 2, max 3 os na nie >< przez to później tworzą się kolejki przed wyciągiem >< niestety nie mogę sobie pozwolić na przepychanie się, bo a) jestem pracownikiem Kiroro; b) w Japonii prawie nie istnieje coś takiego, jak przepychanie się. Chociaż trudno może w to uwierzyć, ale każdy grzecznie czeka na swoją kolej, czy to do wyciągu, czy do autobusu lub pociągu.... jestem pod wrażeniem często.

Kolejne spostrzeżenie z dnia dzisiejszego, zaczynam dostrzegać to, że jednak często łatwiej pracuje się z japońskimi dzieciakami niż z obcokrajowcami, którzy zazwyczaj są bardzo egoistyczni, niecierpliwi i głośni... Takie przypadki wśród japońskich dzieciaków to rzadkość, u obcokrajowców to norma. Dzisiaj miałam jakiegoś dzieciaka z emm hmm jakiejś tam wyspy na Pacyfiku, już nie pamiętam, ale taki lekko rudawy ;)
Anyway, myślałam, że mnie szlag trafi, jak po raz 100 musiałam mu tłumaczyć, dlaczego ma robić tak a nie inaczej, no i jak większość dzieci, nudził się trochę podczas zabaw na koniec dnia, ale cóż poradzić, skoro nie dają mi za dużo czasu na przetłumaczenie wszystkiego tego co mówią...
Chociaż japońskie dzieciaki też potrafią być wkurzające, bo też nie słuchają co się do nich mówi, tak jakbym w ogóle nie mówiła po japońsku ><

Ok, kilka zdjęć z tras z Kiroro i na dzisiaj koniec. Cud, że jeszcze myślę o tej porze...
Zirytowałam się dzisiaj trochę, bo pokazali mi plan na styczeń i zauważyłam brak 2 dni wolnych w tygodniu >< niby na razie wszystko jest w fazie uzgadniania, ale chyba zagadam do nich, że wg umowy mam mieć 2 dni wolne w tygodniu. Tzn, wiem, że do ok 20 stycznia jest kociokwik i każda para rąk się liczy, ale 2 tygodnie pod rząd z tylko jednym dniem wolnym to przegięcie >< Jeden mogę im podarować, ale nie 2 >< no way!!!!

 Pracuję w tym czerwonym budynku.


poniedziałek, 20 grudnia 2010

Początki rasizmu????

Ok przyznam się bez bicia, nie znoszę dzieci z Singapuru czy Hong Kongu >< Na 10 dzieci z tych miejsc, 9 jest małymi wkurzającymi bachorami, które nie słuchają się nikogo, robią co chcą, jedzą jak małe świnki i nie biorą udziału w zabawach z innymi dziećmi, bo uważają je za nudne ><
Kuźwa ile ja się dzisiaj namęczyłam, ile na gadałam po angielsku, ale wszystko jak grochem o ścianę ....
Cholerne, egoistyczne dzieciaki >< Niby mówią poproszę itd, ale nie wiem czy znają w ogóle znaczenie i sens tych słów....
Dzisiaj miałam na zajęciach 2 dzieciaków, kuzynostwo, z Singapuru, pierwszy raz na nartach. Dziewczynka była super, narty strasznie jej się podobały, cały czas się pytała ile jeszcze ta przerwa potrwa, czy po lunchu od razu idziemy na zajęcia itd... ale jej kuzyn to istna masakra, lekko przy tuszy, ledwo przyturlał się na stok, po drodze musiałam wziąć od niego narty, ale i tak ledwo doczłapał się na miejsce, a jak już się tam przysapał, to stwierdził, że nie chce jeździć, że narty są głupie i on nie ma siły....po namowach spróbował raz zjechać i znowu ta sama historia, więc w końcu zostawiłam go, powiedziałam, że jak będzie chciał zjeżdżać, to ma mi powiedzieć, bo mam inne dzieciaki na głowie.
Ehh znowu dzień zszarganych nerwów, ale ostatnio coraz częściej daję sobie na luz.. nie ma co się przejmować, nie to nie i tyle.
Jutro mam dzień wolny, idę zjeżdżać cały dzień ^^ w końcu dostałam bilet, który uprawnia mnie do bezpłatnych zjazdów, jako pracownika Kiroro ^^ plus szansa na bezpłatne używanie rzeczy z wypożyczalni ^^ yuhuu, oby to była prawda, jutro się przekonamy :)
Powinnam też zrobić jakieś zdjęcia mojego miejsca pracy, więc też je prześle :)

niedziela, 19 grudnia 2010

A tak pięknie było przed chwilą....

Dzień zaczął się całkiem przyjemnie, miałam wolne, więc pojechałam do Otaru na zakupy.
Na lunch poszłam z Sayaką (z Australii) do Kaitenzushi :) taaaak mogłabym tam zamieszkać ^^ uwielbiam sushi mmmhhmm.
Poniżej przedstawiam parę zdjęć z wycieczki do Otaru:


Pomnik na cześć jakiegoś psa, który (chyba na początku wieku) pomagał strażakom
Sushi z cebulką mhhhmmm
Sushi z ośmiornicą mhhhmm
Sayaka
Sushi z czymś tam mhhhhhm
Sushi z grillowaną słodką krewetką plus polewa majonezowa mhhhhm
Stosik talerzyków Sayaki
Mój stosik talerzyków :)
Kaiten zushi Waraku.....trochę drogi, ale mega pyszne jedzenie :)
Trochę zdjęć z Otaru, które kiedyś było największym miastem na Hokkaido, ale ponieważ jest otoczone przez góry, ciężko jest tam cokolwiek zbudować, więc powoli liczba mieszkańców się zmniejszała, a z innych miast na przód wysuwało się Sapporo, które leży na dosyć płaskim terenie, więc jest gdzie coś nowego zbudować.




Nowa moda rikszarzy ;)


Niestety w czasie drogi powrotnej zgubiłam gdzieś mój szalik, ale na szczęście, w odróżnieniu od rzeczy, które zgubił mój znajomy w autobusie i nie tylko (mp3 player i aparat), moja domniemana strata wydaje się być niewielka, ale okazało się, że nie wzięłam drugiego szalika >< i nie miałabym czego zakładać na jazdę na nartach,..,.
Innym problemem było przeziębienie, które zaczęło mnie brać dzień wcześniej i rozwinęło się po powrocie z Otaru... niestety musiało się to wydarzyć tuż przed najgorszymi dniami w tygodniu, jakimi są sobota i niedziela ><  Wtedy liczba dzieciaków wzrasta z ok 20 do ponad 140 >< Dzisiaj było ich 200.... podobno jeszcze nigdy nie było takiej liczby......... No a ja tutaj z pękającą głową, wrażliwą na wysokie decybele, z bolącym gardłem..... Na szczęście sobota nie była jeszcze taka zła... ale dzisiaj to już jedna wielka maskara, ale trzymałam się dzielnie, póki grupka dzieciaków nie zaczęła mi uciekać na stoku, jak już wracaliśmy po lekcjach do budynku Akademii, więc wyciągnęłam swoje długie gaijińskie nogi i ruszyłam w pogoń, a jak już ich dopadłam, to władczym głosem zaczęłam mówić im, że bardzo mnie zawiedli i wkurzyli itp, itd.
To był jeden raz, drugi raz był na sam koniec dnia, kiedy kazali mi zatrzymać na chwilę dziewczynkę z Singapuru, bo chcieli pogadać z jej rodzicami, no i biedna się rozpłakała, że ona już chce do rodziców itd, no i jak przykazali, tak siedziałam z nią i czekałam, aż dzieciaki wyjdą z sali, a biedaczka płakała cały czas rzewnie, więc w pewnym momencie, kiedy uznałam już, że moja głowa zaraz pęknie a nerwy pójdą w strzępy, krzyknęłam, że dobra idziemy, kurna niech tylko przestanie ryczeć... na szczęście ktoś znalazł w między czasie jej przyjaciół, z którymi przyszła, więc się uspokoiła.... ehhh ale pewno dostanie mi się od przełożonych za wrzeszczenie na dzieciaki >< Ale nie wiem czego oczekują po osobie, która nie przeszła przeszkolenia pedagogicznego i nie zgłosiła się sama, na ochotnika na tę pozycję ;)
Najważniejsze jest jednak to, że weekend już za mną xD yuppi!!!!! jutro idę na wieczorne zjeżdżanie po pracy ;) moje pierwsze tutaj i w ogóle w sezonie 2010/2011, wish me a good luck :)
Wspominałam, że zjazdy mamy za darmochę? A może i wypożyczalnię :)

Może będzie szansa i na snowboard ^^


czwartek, 16 grudnia 2010

Pochwalę się osiągnięciami mojej przyjaciółki :)

Osobom, które znają japoński proponuję zapoznać się z podanym poniżej linkiem:
http://post.kyoto-su.ac.jp/s/w013/campus_flash/index.php?ID=1616

Dla reszty postaram się streścić informacje tam zawarte ;)
Marta jest obecnie na rocznym stypendium dla doktorantów na Uniwersytecie Sangyo w Kyoto.
Specjalizuje się w muzyce starojapońskiej, w szczególności Gagaku.
Niedawno zorganizowała na swoim uniwersytecie występ muzyków Gagaku, takie bardziej warsztaty muzyczne, w których uczestniczyło 400 osób, pod przewodnictwem znanej profesorki z tego zakresu.
Super, no nie :)

Kolejny piękny dzień w mojej ukochanej pracy

Wczoraj miałam kolejną przyjemność przetestować swoją wytrzymałość psychiczną.....
Jakiś 3 letnie dziecko z zagranicy cały czas płakało i chciało do mamy, więc kazali mi je wziąć na ręce i iść z nim na stok. No więc szłam z biedakiem, poklepując go co pewien czas i mówiąc, it's ok, mum will be soon i takie tam inne bla bla... no i pewnym momencie dzieciak zrobił kilka głębszych wdechów, odkrztusił parę razy i jak nie rzygnie mi przez ramię ><
Na szczęście i nieszczęście wszystkie zmysły mi się wyłączyły, prócz węchu ><
Postawiłam biedaka na ziemi i well nie wiedziałam co dalej robić.... tak zastygłam trochę... na szczęście podbiegł jeden gościu i zaczął wycierać buzię dzieciakowi śniegiem itd. i zabrał go z powrotem do budynku naszej akademii.
Kurde, ale głupia byłam, nie zapięłam do końca kieszeni na rękawie kurtki... resztę możecie sobie dopowiedzieć ;)
No ale oczywiście zdążyłam przyjść i zmywać z siebie cały "brud", kiedy podeszła laska zarządzająca w tym dniu akademią i powiedziała, że mam to szybko zrobić, bo muszę wracać na zajęcia >< Więc rozwiesiłam wszystko w jednym z pokoi i wyposażona w nową kurtkę i rękawiczki poszłam na zajęcia ><
Well.... cóż co cię nie zabije to cię wzmocni, podobno ....
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam po powrocie do akademika, było wrzucenie wszystkich rzeczy do prania i wzięcie dłuuugiego ofuro brrrr
Dzisiaj za to była akcja "dom wariatów"... jedno dziecko zaczęło płakać i zaraz 4 inne dołączyły... a zaczęło się od jednej 3 latki, która nie chciała się rozstać z mamą.... jak na początku miałam ochotę wziąć pilota i wyłączyć jej głos, tak po chwili zrobiło mi się jej strasznie żal, bo jej matka postępowała z nią strasznie ostro, chciała ją posadzić na ławce i zrobiła to z taką siłą, że dziewczynka uderzyła głową o ścianę, a później dostała także siarczystego policzka :/ no to już była przesada... .przecież ma tylko3 latka.... a najlepsze jest to, że matka w końcu ją zostawiła, biedną płaczącą.....niby później mała nawet spoko zjeżdżała i miała chyba nawet frajdę z tego, ale qrcze jednak za jaką cenę....
Dzisiaj także awansowałam na funkcję instruktora dla początkującej dziewczynki z Singapuru... zostawili mnie na 2 godz samą na stoku z nią i kazali uczyć zjeżdżać i zatrzymywać się... normalnie jest kilka osób i każda z nich zajmuje się czymś innym: jedna pomaga wystartować na górze stoku, druga łapie na dole, a trzecia odśnieża i pomaga wjechać na górę,.... ja zajmowałam się wszystkim naraz.... więc później, podczas mojej przerwy po prostu zasnęłam położywszy głowę na stole....
Ogólnie menu naszej akademii mnie nudzi i niedobrze mi się robi na widok klopsików, ale czasami zostaje jakiś deser, bo dzieciak nie zje i wtedy dzielimy się między sobą :) Dzisiaj zjadłam 3 puddingi xD plus 2 ciastka z pastą z fasoli na słodki mmmmhhhmmmm uwielbiam :)

Dzisiaj dostałam też pierwszy list, kartkę świąteczną od znajomego z Japonii ;) Bardzo ładna kartka, taka wytłaczana, przedstawiająca stare Kyoto z gejszą i małymi mikołajami ;)

Aaaa i pojawię się w artykule w gazecie xD mam nadzieję, że uda mi się ją zdobyć xD Będę gdzieś tam w głębi na jednym ze zdjęć xD Lol przyjechali do nas do Kiroro kręcić jakiś krótki program o tym kurorcie no i brali udział w naszych zajęciach, gdzie pełniłam rolę tłumacza i pomocnika instruktorów.

Jutro dzień wolny, robię ostatnie zakupy, bo od następnego tygodnia wszystkie dni wolne przeznaczam na frajdę na stoku xD hell yeah !!!

Ok chyba tyle na dzisiaj ;)
Czekam na komentarze ;P

wtorek, 14 grudnia 2010

Sapporo - podsumowanie ;)

Witam ponownie Szanownych Czytaczy.

Dzisiaj chciałam omówić moje 2 wypady do Sapporo w ostatnim czasie.
Pierwszy polegał raczej na krótkim zwiedzaniu samego centrum, które jak już pisałam, nie różni się zbytnio od innych miast japońskich, więc nic suuuper ciekawego w nim nie zauważyłam. Moim przewodnikiem była Ola, która obecnie odbywa roczne stypendium na uniwerku w Hokkaido.
Drugi wypad miał miejsce dzisiaj, pojechałam z 2 znajomymi: Joanną z Korei i Sayuri z Japonii w celu odstresowania się od pracy i zrobienia zakupów ;)
Miałyśmy pójść na karaoke, ale niestety Sayuri się przeziębiła i nie chciała nadwyrężyć swojego głosu. Więc sprawę karaoke przełożyłyśmy na inny dzień.
Nie mniej jednak było całkiem fajnie :)
Poszłyśmy na sushi do takiego baru, gdzie talerzyki z sushi pływają sobie dookoła i wybiera się, który się chce, albo zamawia coś specjalnie.
To może zamieszczę zdjęcia i dodam do nich komentarz ;) będzie łatwiej:

Widok na część portu w Otaru
 Diabelski młyn, czy jak to się tam po polsku nazywa, w Otaru. Takie "koła" są niezwykle popularne w Japonii, w każdym większym mieście musi być przynajmniej jedno takie coś ;)
 Ola przed dworcem w Sapporo
 Część jachtowa w porcie w Otaru.
 Moja stołówkowa kolacja. Ma się do wyboru 2 małe talerzyki z przystawkami z 4, plus do tego zupa miso, ryżu ile dusza zapragnie oraz herbata. Pomimo faktu, że to stołówka w akademiku, jedzenie jest bardzo dobre, chociaż nie ma co liczyć na yakisobę, sushi ;), tempurę, okonomiyaki itd... cóż luksusowe jedzenie ;)
 Poniżej: tramwaj w Sapporo, nie ma och dużo i jeszcze nie miałam przyjemności się nim przejechać, może kiedyś ;)
 A tak wygląda wystawa jedzenia dostępnego w danym sklepie. Wszystko zrobione z plastiku, ale jak dla mnie zajebisty pomysł, na prawdę wiesz co jesz :)
 Wieża zegarowa z Sapporo, jeden z najstarszych zabytków w mieście (z ok 1870r.)
 Ciastka i inne przysmaki dostępne w piekarnio-cukierni. Niestety japońskie ciastka w stylu zachodnim nie należą do najlepszych, są oczywiście wyjątki, ale w większości ma się wrażenie, że je się najpodlejsze ciastka z biedronki.... ale czego się spodziewać po kraju, który nie ma tradycji wypiekania ciast (biedacy).....

Ola nieopatrzenie wypowiedziała hasło klucz: Okonomiyaki i już przez cały pobyt w Sapporo myśl o tym pysznym daniu mnie nie opuszczała. Po wielu trudach i długich poszukiwaniach udało nam się znaleźć miejsce, gdzie to przyrządzają... taaaak w rejonie Osaki czy Kyoto nie byłoby z tym problemu, ale nie tutaj... w Sapporo i w ogóle na Hokkaido króluje Ramen... trzeba będzie kiedyś go spróbować.
Tak wygląda okonomiyaki po zbełtaniu wszystkich składników i wrzuceniu na "patelnię" na środku stołu:


 Kącik z przyprawami, menu itd.

 Okonomiyaki prawie gotowe :)
 Pierwsze koty za płoty, całkiem pyszne :)
Aha zapomniałam wspomnieć, że jest to wersja z krewetkami koktajlowymi. Polane majonezem, sosem do okonomiyaki i posypane nori i płatkami suszonej ryby. Mniam :)


Wino z Otaru, które dostałam od znajomego Japończyka, niestety nie było jeszcze okazji, żeby je otworzyć :/ ale spokojnie, na pewno nadejdzie :)

 A tak wygląda wspomniana powyżej suszarnia :)
 Czerwone talerzyki, czyli zawartość kosztuje ok 130 yenów. Różowy chyba był najtańszy za 105 yenów.
Herbata jest za darmo, tak samo jak sos sojowy, wasabi i marynowany imbir na przegryzkę ;)

 Joanna (z tyłu) i Sayuri :)
 Kolejna porcja, nie wiem czego, ale było dobre xD

 Ja i moja górka talerzy :)
Czerwone z białą obwódką to wydatek ok 200 yenów
 Skończyłam! Proszę o rachunek! Cooo prawie 1000 yenów (ok 35zł)?!
Nie no, nie jest źle, za taką górę pyszności ;)
 A tak wygląda się jak się idzie do przymierzalni w sklepach....Torebka na głowę, żeby nie pobrudzić przymierzanej rzeczy makijażem... Nie wspominając, że przed wejście do przymierzalni trzeba zdjąć buty ><
Trochę wkurzające ><
 Picie z automatu: puszka z gorącym napojem o smaku Hot Cake .... nie było aż takie złe... trochę słodkie
 Widok z pociągu kursującego między Otaru a Sapporo. Dla tych krajobrazów mogłabym codziennie dojeżdżać z Otaru do Sapporo. Trasa przebiega tuż przy brzegu morskim, a po drugiej stronie są góry :)


I tak na sam koniec, luksus na który sobie dzisiaj pozwoliłam, 1 jabłko za całe 100 yenów (3,5zł)!!!!!!!
Biedni ludzie... Nie wspomnę o pęczku rzodkiewek za 158yenów (coś ok 5 zł ><)

Szukałam też dzisiaj noża w sklepie wszystko za 100yenów..... srogo się zawiodłam... mają ogromne noże kuchenne, jakieś noże do owoców, steków itd, ale ani jednego "normalnego" >< więc kupiłam sobie taki do steków... Chyba nie będzie zły.

Aha, w Sapporo czy Otaru kręci się bardzo dużo Rosjan. Dzisiaj w sklepie snowboardowym zaczepił mnie jeden Rosjanin. Najpierw zapytał się czy mówię po angielsku, a później z jakiego kraju jestem ;) Więc mu wytłumaczyłam, że nie ma co liczyć na rozmowę w swoim ojczystym języku, bom ja dziewczę z Polski ;)

No doooobra to by było chyba na tyle...
Jutro znowu do pracy, ale w piątek mam wolne, jadę szukać gogli ;) bo w przyszłym tygodniu chcę już sobie pozjeżdżać :)
W święta oczywiście pracuję, a jakże, chyba nikt nie ma wtedy wolnego... w końcu gorący okres.

AAAA zapomniałabym, wczoraj kręcili u nas jakiś program no i załapałam się na zdjęcia ;) tzn umówmy się, jestem obcokrajowcem pracującym u nich, więc warto mnie umieścić w reklamówce, żeby pokazać, jacy to oni nie są międzynarodowi itd ;)
Później wraz z inną animatorką (Japonką) dostałyśmy podziękowania od samego szefa naszego działu  za "dobrą postawę i wzorowe zachowanie" ;)
Może kiedyś dane mi będzie to zobaczyć.

Buziaki i do usłyszenia :)