Jak na razie bilans przedstawia się następująco:
1 zbity witrażyk za 3 many (polskie jakieś 1tys zł)
2 pudełka z ciastkami przecięte nożem (używanym podczas otwierania kartonu)
prawie zepsuta maszyna do laminowania cen (na szczęście udało się ją szybko odratować ;) )
ze złych rzeczy to tyle, na szczęście prócz witrażyka, reszta wydarzyła się bez wiedzy przełożonych ;)
A co do tego nieszczęsnego witrażyka, to uznałam, że uratowałam ludzkość przed szklanym koszmarkiem, a nie wyrządziłam wielką szkodę dla sklepu >< dobrze, że nie kazali mi płacić za to.... połowa mojej pensji poszłaby na takie brzydactwo... ehh
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz