wtorek, 21 czerwca 2011

Nie wiem, nie wiem, nie rozumiem nic

Na prawdę czasami się zastanawiam nad tym, jak taki fenomen, jak Japończycy mógł wyrosnąć na taką potęgę gospodarczą...w ogóle, jak oni są w stanie nadal funkcjonować ><

Już wcześniej zauważyłam kilka nieścisłości albo wręcz wzajemnych wykluczeń w zachowaniach tego narodu.

Ok więc może po kolei:
Mamy taki o to przykład - Japończycy często noszą maseczki, kogo by się nie zapytać, dlaczego ciągle w tym paradują, tak odpowiedzi będą się różnić, ale można wyodrębnić z nich dwa główne nurty: a) jestem chory i nie chcę nikogo zarazić, b) inni są chorzy, a ja nie chcę się zarazić. No jest jeszcze jeden powód, bardzo często podawany przez młodych - cenią sobie prywatność i za maską czują się bardziej odcięci od świata, w sensie nikt ich nie rozpozna itd.
Wróćmy jednak do 2 głównych powodów. Pozwolę sobie skomentować to w ten oto sposób: Sraty taty >< Jak już Japończykowi zbierze się na kichanie, to nie zasłoni ust i nosa ręką ani chusteczką, a gdzie tam. Prychnie tak siarczyście, że doleci to na pewno i do osób stojących 30 metrów przed nim >< Tak samo z kaszlem, chociaż tutaj można czasami zauważyć pewnego rodzaju poprawę postawy i faktycznie kaszle się zasłaniając usta ręką.
Takie kichanie nie musi być koniecznie związane z grypą czy przeziębieniem, nie mniej jednak jest to bardzo irytujące jak ktoś koło Ciebie kichnie i poczujesz na sobie te kropelki ><

Inną kwestią jest to, że mieszkańcy tego kraju rzadko kiedy mówią, że coś im nie pasuje... Będą stać uparcie koło ciebie i czekać, aż sam się domyślisz, że chcą przejść, albo usiąść na ławce.... Jest to takie irytujące. Tak wiem, może to być dlatego, że jestem 外人 (gaijin) czyli obcokrajowiec i spodziewają się, że nie zrozumiem o co im chodzi, ale na prawdę takie sytuacje zdarzają się i moim znajomym...
A jeśli już ustąpisz im drogi, to kłaniają się w pas i przepraszają.... ><

Znamienne jest też to, że są strasznie karni i nauczeni, że każde ich zachowanie mierzone jest tym czy bardzo przeszkadzają innym osobom czy też nie. Chociaż ta kwestia jest trochę zagmatwana, mam wrażenie, że jeśli chodzi o przestrzenie zamknięte, jak pociąg, winda, sklep itd, to wtedy starają się tak zachowywać, żeby nie wchodzić za bardzo w drogę innym, ale na otwartej przestrzeni, lub kiedy starają się coś zdobyć itd, wtedy są bardzo skupieni na sobie i pchają się niemiłosiernie itd.
Ale miałam niezły ubaw, kiedy jechałam małym, jedno-wagonowym pociągiem, w którym jedyną klimatyzacją były wiatraczki pod sufitem, ale jakoś zapomniało się motorniczemu je włączyć... więc siedzieliśmy i się trochę kisiliśmy w tym przedziale, aż w końcu stwierdziłam, że jest mi za gorąco i podniosłam trochę okno. Po chwili usłyszałam, że ktoś gdzieś indziej też podnosi okno, na taką samą wysokość, jak moje ;) Mi jednak to nie wystarczało, więc podniosłam je jeszcze wyżej i po pewnym czasie ktoś znowu, chyba widząc, że i tak też można zrobić, podniósł swoje okno na tę samą wysokość xD parę innych osób też podniosło okna, ale już wtedy mi się śmiać trochę chciało, prędzej byśmy się udusili, niż ktoś by się odważył uchylić trochę okna... Często tak jest, że parę osób kopiuje moje luzackie zachowania z pociągu, sklepu itd. Np. w jednym sklepie, często pakują jakieś różne ubrania z przeceny w torebki foliowe, leży to tak ładnie poskładane, ale co z tego, skoro nie widzę co jest w środku. No i oczywiście znowu do akcji wkraczam ja, otwierając torebki, wyjmując rzeczy ze środka itd. Wtedy parę Japonek naśladując mnie też odważa się obejrzeć produkt w całej jego okazałości. Ja wiem, że ważne jest myślenie o innych, ale bez przesady. Trochę więcej luzu, nie dajmy się zwariować ;)

Kolejna kwestia, która mnie zadziwia. Oto Japonia, kraj nowoczesny, uważający się za super pro-ekologiczny...i nagle w sklepie do każdej rzeczy dostaje się jakąś torebeczkę, ciasteczka wrzucone są każde w osobne opakowanie i razem zsumowane w dużej paczce, oczywiście foliowej. Kupuje się ciasteczko w cukierni i ma się je włożone w papierowe opakowanie plus mała folia bez uszek i duża folia z uszami. Ja się pytam po co? Może i mają super sprawny system recyklingu (mam nadzieję, że się nie mylę), ale chyba prościej by było czegoś nie produkować w takich ilościach......

Jak przypomnę sobie resztę sytuacji to dopiszę ;) Było tego troch, usiedliśmy z Szymonem i tak zaczęliśmy wyliczać ;)
Ale czas na kolejne opowieści, w nowym poście o nowym tytule :)







niedziela, 19 czerwca 2011

Sklep

Od 4 dni pracuję w sklepie, tzn w dwóch różnych sklepach na terenie Kiroro.
Jak na razie bilans przedstawia się następująco:
1 zbity witrażyk za 3 many (polskie jakieś 1tys zł)
2 pudełka z ciastkami przecięte nożem (używanym podczas otwierania kartonu)
prawie zepsuta maszyna do laminowania cen (na szczęście udało się ją szybko odratować ;) )
ze złych rzeczy to tyle, na szczęście prócz witrażyka, reszta wydarzyła się bez wiedzy przełożonych ;)
A co do tego nieszczęsnego witrażyka, to uznałam, że uratowałam ludzkość przed szklanym koszmarkiem, a nie wyrządziłam wielką szkodę dla sklepu >< dobrze, że nie kazali mi płacić za to.... połowa mojej pensji poszłaby na takie brzydactwo... ehh

czwartek, 9 czerwca 2011

祝津 (Shukutsu), 登別 (Noboribetsu), 白老 (Shiraoi)


Czyli opowieści z moich różnych wycieczek po Hokkaido :)

16 maja miałam wolne i złożyło się tak super, że dzień wcześniej pracę kończyłam ok 12, a 17 maja miałam na popołudnie, więc nie zastanawiając się dłużej, po powrocie z hotelu usiadłam przed kompem i zaczęłam kombinować, jakby się tutaj dostać do 登別 (Noboribetsu) i 白老 (Shiraoi) - już wcześniej upatrzyłam sobie te miejsca na ewentualną wycieczkę :)

Tak więc po dokonaniu odpowiednich rezerwacji w hotelach, szybko się spakowałam i pobiegłam na autobus.
Na pierwszy nocleg obrałam sobie miejscowość 苫小牧 (Tomakomai) często i gęsto odwiedzaną przez surferów. Niestety nie miałam nawet czasu na przejście się na plażę, ponieważ przyjechałam dosyć późno na miejsce, a następnego dnia ruszałam rano w dalszą drogę.
Porannym pociągiem, wypełnionym przez uczniaków spieszących się do szkoły- przez dziewczęta w plisowanych spódnicach, które podciągają niemiłosiernie wysoko, tak aby choć o trochę wydłużyć swoje nogi (często krzywe, jakby na beczce prostowane...), albo złowić spojrzenie płci męskiej. Szczerze powiedziawszy ja bym się wstydziła nosić takie krótkie spódnice...wystarczy się lekko pochylić i już wszystko widać ><... nie wspominając już o zimie, kiedy to Japonki latają z gołymi nogami... chociaż odkryłam już, czemu tyłki im tak nie marzną - kupują specjalne "krótkie spodenki", bieliznę.. nie wiem jak to nazwać, ale są to takie ala bokserki, zrobione z ciepłego materiału. Często znajome instruktorki nosiły takie zimową porą.
A tak po prawdzie, jak to powiedział mój znajomy, jeśli nie wiesz, jak się ubrać, odpowiednio do pogody, to nigdy nie sugeruj się tym co mają na sobie Japończycy, jeśli już wyjrzysz przez okno na zewnątrz po inspirację...
Jak już było wspomniane wcześniej, Japonki potrafią w cieniutkich bluzeczkach, paltocikach czy z gołymi nogami paradować w największe mrozy... A za to w lato zakładają na siebie masę ubrań, tworząc tym samym jakieś kosmiczne warstwy kolorów, wzorów i materiałów... wyglądają, jak chodzące cebule... chociaż dzięki temu, że raczej większość z nich jest chuda, jak na europejskie standardy, to nie wyglądają w tym grubo. Czasami można zobaczyć jakieś istne koszmarki, ale w większości jakoś te wszystkie rzeczy (o dziwo!) pasują do siebie.
A wszystko po to, żeby nie złapać ni grama promieni słonecznych... W sumie, pomysł nie jest głupi, niższa zachorowalność na raka skóry, dłużej wygląda się młodziej... ale częściej przypomina się żywe trupy ;)
No ale temat mody japońskiej zostawię na inną okazję, za dużo tego ;)

Wróćmy do pociągu.

Stwierdziłam, że najpierw warto udać się do Noboribetsu, co by sobie trochę pochodzić po górce na spokojnie. Noboribetsu znane jest z onsenów, jako że znajduje się tam jedno z największych gorących źródeł w Japonii, no umówmy się jest tam wulkan, taki mały, ale nadal czynny i to on podgrzewa wszystkie okoliczne "zbiorniki" wodne, w tym np. jezioro 大湯沼 (Oyunuma). No, a że krajobraz w niektórych częściach Noboribetsu jest niezwykle piekielny, sam gorący piasek, wydobywające się spod ziemi obłoki pary, bulgoczące źródełka itd, dlatego też główna dolina została nazwa 地獄谷 (Jigokutani - piekielna dolina). A oto i jej zdjęcia:




czynny wulkan
różne zagadki na trasie do jeziorka

wróżba zawiązana na drzewie koło małej świątynki w Noboribetsu, znak na samym środku oznacza szczęście :)
Noboribetsu, kraina onsenów i demonów ;)


Nic dziwnego, że uważa się to miejsce, za miejsce zamieszkania różnego rodzaju demonów, w takich okolicach...

Oczywiście, ja , jak to ja, spóźniłam się na autobus, więc skoro musiałam czekać 20min na kolejny, to postanowiłam przejść się do ulicy, po obu stronach której posadzony był szpaler wiśni, a tak się złożyło, że akurat były w pełnym rozkwicie, kiedy odwiedzałam Noboribetsu. Tylko zapomniałam, że było to trochę daleko...jak się jedzie autobusem, albo samochodem, to wszystko wydaje się położone tak blisko siebie... no i tak szłam i szłam... aż minął mnie mój autobus... i później kolejny... no w każdym razie zrobiłam sobie niezły spacerek, taki na 1.5 godz >< ale widok wart był tego zachodu ;)

Kolejnym przystankiem było 白老 (Shiraoi), gdzie mieści się wioska Ainów, czyli ludu rdzennego Japonii (szczególnie jej N części). Brat Piłsudskiego, Bronisław Piłsudski zajmował się badaniem tego ludu, zebrał dosyć pokaźną dokumentacje, a z tego co wiem, w przyszłym roku ma być postawiony jego pomnik, chyba w Sapporo, ale nie jestem pewna.
W każdym razie, wioska była całkiem ciekawa. Warto zauważyć, że na Hokkaido większość nazw miejscowości pochodzi z języka Ainu, tylko dobrane są do niego odpowiednie (albo i nie) 漢字 (Kanji). Np.: 札幌 (Sapporo) oznacza dużą wyschniętą rzekę.





No a jeśli chodzi o 祝津 (Shukutsu), to jest to moje magiczne miejsce w Otaru *_*
Jedzie się autobusem do przystanku, przy którym znajduje się Oceanarium w Otaru, do którego ani na chwilę nie miałam ochoty wejść, jako że nie lubię widoku zwierząt w klatkach.
Anyway, sam przylądek jest całkiem ciekawy, przy dobrej pogodzie rozciąga się z niego niesamowity widok na część Otaru oraz na wybrzeże po drugiej stronie zatoki 石狩 (Ishikari).

Jeśli pójdzie się za oceanarium, to znajdzie się tam leśną ścieżkę prowadzącą pod górę, która będzie nas prowadzić wzdłuż wybrzeża, zapewniając po drodze mnóstwo przecudnych widoków oraz możliwość spróbowania swoich sił w łażeniu po skałkach. Co tam dużo mówić, wrzucę zdjęcia, to czytelnicy sami się przekonają ;)

















czwartek, 2 czerwca 2011

Zaobserwowane, zasłyszane, "zawidziane".....

Czyli czas na małą porcję ciekawych, a często i zdumiewających, informacji, nowinek technicznych itp. podawanych przez japońskie media.

Dzisiaj w TV jednym z głównych tematów związanym z pogodą, była informacja, że na Hokkaido pora deszczowa, która i tak jest mniej uciążliwa niż na głównej wyspie, przyszła ok 2 tygodnie wcześniej niż w zeszłym roku....w związku z tym podano i informacje, jakie to nowości można zauważyć w sklepach.
I tak, nowością jest parasolka ze świecącą rączką, tak aby czuć się wieczorem bezpieczniej, no bo przecież ze względu na sprawę z Fukushimą, wprowadzono plan oszczędzania energii, co przejawia się m.in. tym, że wyłącza się część neonów w mieście albo wymienia się żarówki na ulicach na mniej "oczojebne".
Inną nowością jest parasolka, której rączkę można wykręcać w dowolną stronę, dzięki czemu można opleść ją sobie wokół ramienia i zyskać tym samym obie ręce wolne.
Przy dużych deszczach ważne jest także obuwie. No ale przecież gumiaki nie pasują do stroju do pracy czy na randkę, więc wymyślono całą kolekcję obuwia damskiego, które jest zrobione z materiału podobne do tego, z jakiego wykonane są kalosze, ale o przeróżnych kształtach i rodzajach. Mamy więc czółenka, botki, półbuty i inne ciekawe nogo-wdziewajki. Kolory nie ograniczają się tylko do czerni czy brązu, naprawdę wybór jest bardzo duży. Nie wspominając, że płaszcze przeciw deszczowe, to nie jakieś zielone lub czarne worki, ale fantastycznie skorojne, o wesołym wzornictwie cudeńka - gdyby nie to, że jestem za wysoka na nie i mam za długie ręce ><
A co do oszczędzania energii.... to niestety wiąże się to także z wyłączaniem lub ustawianie na minimum klimatyzacji w komunikacji miejskiej, firmach czy sklepach. Dlatego też, wiele firm odzieżowych wyszło na przeciw oczekiwaniom klientów i stworzyło kolekcje przewiewnych ubrań, w sam raz na gorące i parne japońskie lato... no może nie dotyczy to Hokkaido, tutaj jest trochę lepiej :)

Dzisiaj miałam wolne, więc wybrałam się do 祝津 (Shukutsu) leżącego w granicach miejskich Otaru. Dzielnica położona na małym półwyspie z latarnią morską, ale co ciekawsze, to to, że można dostać się stamtąd na ścieżkę prowadzącą wzdłuż wybrzeża, przez lasy i górki. Wspaniała sprawa :) Zdjęcia i opowieść później.

Do usłyszenia :)