Trochę mnie tutaj nie było, bo jak zwykle dużo się działo, albo po prostu mój stan umysłu nie pozwalał na to, żeby napisać coś sensownego ;)
W sylwestra miałam wolny dzień więc wybrałam się na zakupy, pojechałam do Sapporo i znowu spędziłam 1,5 godz w księgarni, wybierałam książki do nauki japońskiego. Kupiłam sobie taką, w której podają różnicę pomiędzy różnymi wyrazami, które znaczeniowo wydają się niezwykle podobne, ale różnią się drobnymi niuansami. Dałam parę quizów do rozwiązania znajomym Japończykom, mieli problemy czasami ;)
Poszłam także do fryzjera. Nie mogłam znaleźć żadnego dobrego, taniego fryzjera w Sapporo, więc z braku czasu i kasy poszłam do fryzjera za 1000 yenów (ok 36zł) w centrum handlowym w Otaru, do którego zawsze się udajemy w dni wolne, ponieważ nasz bezpłatny autobus z akademika, który kursuje 2 razy dziennie do Otaru, kończy swoją trasę przy tym budynku. No może nie dokładnie przy nim, ale przy stacji Otaru Chikko, która łączy się z centrum nadziemnym, zadaszonym przejściem.
Według napisu, usługa miała potrwać max 15min, ale fryzjer chyba przestraszył się mnie i moich włosów i suma sumarum wyszło ok 35min.... Napocił się biedak przy tym nieźle ;) Trzeba dodać, że japońskie włosy są grubsze i bardziej sztywne niż moje, więc zabierał się do nich, jak pies do jeża ;) Ale na szczęście, wynik tych męczarni był pozytywny ;)
Po drodze zakupiłam jeszcze trochę alkoholu na wieczór ;)
Spotkaliśmy się w loungu, żeby sobie pogadać i wypić, a ok 23.30 ruszyliśmy do japońskiej świątyni shinto, żeby uczestniczyć w obrzędach noworocznych.
Na szczęście świątynia, mała, bo mała, ale zawsze jakaś, znajdowała się niedaleko naszego akademika (prawdopodobnie specjalnie zbudowana dla mieszkańców naszego akademika), więc wybraliśmy się tam pieszo.
Może zamieszczę zdjęcia i na ich podstawie będę opowiadać co i jak się działo ;)
Początek imprezy, każdy przy swoim laptopie ;)
Od lewej: Andrzej, Faye (Tajlandia), Ayumi, Bradt (Nowa Zelandia), Chizu
Ja i w tle jinja (japońska świątynia shinto)
Tori (święta "brama", która oznacza wejście na miejsce święte)
Mała jinja ;)
Dół, od lewej: Kim (Korea), Sayuri, Joanna (Korea), Chizu
Zapalanie płomienia, który ma za zadanie oczyścić to miejsce
Nasza święta trójca na tle tori i ogniska ;)
Przygotowanie soby (makaron gryczany), jedna z noworocznych potraw
Dodatki do soby (por plus jakaś chrupka posypka)
Z lewej Shun (dzisiaj jest jego impreza pożegnalna, jutro wraca do Tokio) oraz Bradt
Em.... pomocnik przy robieniu mochi (masa z ubitego ryżu, z której później przygotowuje się noworoczne "ciastka")
Ubijanie ryżu :)
Kolejny pomocnik, który przeszedł badania przed przystąpienie do pracy ;)
A to Szymon, próbuje swoich sił ;)
I wynik jego prób xD
Gotowa masa ryżowa jest posypywana startymi orzechami
Ciągnie się niczym krówka, jest mało słodkie, ale i tak pyszne
Kupiłam i wylosowałam sobie omikuji (los szczęścia), trafiło mi się całkiem nieźle :) średnie szczęście - drugie w kolejności po dużym szczęściu :) więc nie jest źle :)
A to już zdjęcie mochi, które sama przygotowałam z masy ryżowej, która została ubita przez instruktorów i dzieciaki w mojej pracy. Wygląda kiepsko, ale smakuje przepysznie!!!
Tak mniej więcej wyglądał mój sylwester, wyprawa do świątyni, zaliczenie noworocznego soba i mochi, a później powrót do akademika i ok 2 w nocy pójście spać.... zapomniałam wspomnieć, że o 6.00 musiałam wstać, żeby zdążyć się wyszykować do pracy ><
Udało mi się tez zrobić w końcu zdjęcia ofuro ;) wczoraj miałam wolne i ok 8 nad ranem udało mi się natrafić na okres, kiedy nie było nikogo w środku :)
Tak mniej więcej wygląda damskie ofuro, ahh zapomniałam zrobić zdjęcie małych taborecików i misek, które bierze się przy wejściu, żeby na nich usiąść i dokonać ablucji przed lustrem.
Wczoraj 2 znajome z mojej pracy obchodziły urodziny, zdjęcia może uda mi się zamieścić później, jak zbiorę wszystkie.
Do przeczytania zatem :)





























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz