wtorek, 8 marca 2011

Dzień za dniem

Jak ten czas szybko leci >< a ja jak zwykle mam lenia ;) i nie chce mi się pisać postów na bloga... wolę w tym samym czasie coś zjeść i spać, co by zebrać siły na następny dzień ;)

No ale wróćmy do tego, co tam u mnie.
Skończyłam swoją opowieść gdzieś na początku lutego, kiedy to wybrałam się ze znajomymi do Sapporo na Yuki matsuri.

A co było dalej....hmmm pozwólcie, że zerknę do albumu ze zdjęciami, bo pamięć mnie już zawodzi ;)
Aha, 11 lutego wybraliśmy się na nomikaia (przypominam - w wolnym tłumaczeniu popijawa ;) ) z okazji połowy sezonu oraz zakończenia jego najgorszej, najbardziej tłocznej części, kiedy to codziennie, a nie jak teraz w sobotę i w niedzielę, przybywały do naszej Akademii tłumy, objawiające się w liczbie ponad 150 dzieci (obecnie w ciągu tygodnia jest ich max 25 sztuk).
Tak więc pojechaliśmy w licznej grupie ok 40 osób: animatorki, instruktorzy, zarząd Akademii itd., sama impreza była trochę nudna, zdjęć też nie mam za dużo, a jeśli już jakieś to mało interesujące. Anyway, trochę pogadałam z ludźmi, ale głównie to nudziłam się jak mops, szczególnie, że usiadłam przy stoliku razem z osobami, z którymi nie miałam zbytnio ochoty pogadać... cóż bywa... Impreza ożywiła się, przynajmniej dla mnie, kiedy to na scenie pojawił się zespół 3 osobowy, z zestawem 2 gitar akustycznych i dodatkami perkusyjnymi w postaci różnych bębenków itd. No i dali czaduuu!!! Aż nogi same rwały się do tańca... na początku kilka osób zaczęło wyciągać innych na środek, żeby sobie potańczyć, ale jak to zwykle bywa, tylko ja tam zostałam >< sama samiuteńka >< reszta się wstydziła, no prócz jednego pijanego gościa >< na szczęście przy drugiej piosence poszliśmy tańczyć w trójkę, więc nie było tak źle.... ale później część ludzi się mnie pytała, czy byłam pijana >< tak jakby nie można było sobie potańczyć bez upicia się..... ehh sztywniacy ;)


2 dni później miałam wolne, więc Chizu, z którą dzieliłam 80% wolnych dni w lutym, zorganizowała wyjazd do kurortu narciarskiego Rusutsu. Jak zwykle miałam problemy ze sprzętem, ponieważ nie posiadam swoich nart czy butów, więc musiałam zawrzeć układ ze znajomym z wypożyczalni, że wezmę buty, narty i kask na 2dni, tylko nie wspomniałam mu, że te narty, które są z wyższej półki, wezmę ze sobą na inny stok, rozmowa była tylko o butach i kasku.... cóż.... przemycałam nieźle swoje rzeczy do akademiku, specjalnie pożyczyłam od znajomego opakowanie na narty, co by nikt nie spostrzegł się, że wynoszę sprzęt z terenu Kiroro... ale kurde ktoś nakablował na mnie... no i później musiałam się tłumaczyć, że to wcale tak nie było itd.... od tamtej pory mam problemy z wypożyczeniem sprzętu na 2 dni, jeśli szefu wypożyczalni akurat tego dnia pracuje ><
Oto kilka zdjęć z naszej wyprawy do Rusutsu. Sam kurort nie był zły, chociaż jak dla mnie trasy były mało strome >< ale zawsze coś innego niż Kiroro.

 Duży Ramen i mały Ramen ;)   Duży ramen został wchłonięty przez p. Kaketę >< ja bym nie dała rady, i tak miałam problem z moją porcją, a co dopiero 2 razy tyle ><

Na zdjęciach występują: JA ;), Chizuko, Brad (Nowozelandczyk), Pan Kaketa plus stoki i okolice Rusutsu.

Oczywiście, stałym elementem wyjazdów na narty jest onsen (gorące źródła), nie ma to jak wygrzać zziębnięte i obolałe ciało w cieplutkiej, zdrowotnej wodzie ;) Niestety nie można robić zdjęć w środku, z wiadomych powodów ;) tak więc nie mogę pokazać Wam, Szanowni Czytelnicy, jak to wygląda... może następnym razem, jeśli się przydarzy, zrobię zdjęcia chociaż z zewnątrz :)


Oki to by było na tyle dzisiaj. Jutro mam wolne, ale i tak wstaję ok 7.15 bo chcę pozjeżdżać na nartach :) Tzn plan jest taki, że do 12.30 narty, przerwa na lunch, a później snowboard ze znajomymi. Poproszę ich, żeby zrobili mi zdjęcia jak jeżdżę na snowboardzie, a może nawet jakiś filmik :)

Do usłyszenia zatem. Już niedługo dalsza część opowieści, a jest o czym, trochę się działo ;)

3 komentarze:

  1. :) i wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet! (choc u Ciebie już dawno po ptokach)
    kk

    OdpowiedzUsuń
  2. Hey hey,

    to moze ja Ci zamowie ten krem pod oczy, bo Ty chyba prawie wogole nie spisz;)? Btw, jak tam u nich z kosmetykami? To ze rollonow nie maja, to wiem, a kremy itp.?
    u nas oki, tata robi pyszne nalesniki - dostal trzecie miejcse na imprezie u Pani Danusi(rozne potrawy braly udzial).
    Pisz pisz, oby czesciej:). Ja ide spatku:)

    Karolajna

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej Siostra,
    no może i ten krem pod oczy się przyda... faktycznie codziennie śpię po 5-6 godz...
    A co do rollonów, to mają, ale małe, kiepskiej jakości i super drogie, 30zł za 2/3 takiego garniera naszego.
    zjadłabym te naleśniczki *_* mmmmhhmm

    OdpowiedzUsuń