Kolejne dni lutego upływały bez większych zmian... czasami ludzie się mnie pytają czy lubię japońskie jedzenie, jakich rzeczy nie lubię itd... przy okazji jednej z takich rozmów wspomniałam, że nie miałam przyjemności zjeść jeszcze しゃぶしゃぶ (shabushabu) czyli coś ala nabe, ale różni się to bulionem, w którym gotuje się warzywa czy mięso. No więc znajomy stwierdził, że możemy się kiedyś wybrać na shabushabu bo zna dobre miejsce w Sapporo i sam kiedyś pracował w restauracji specjalizującej się w tej potrawie, więc przygotowałby super pyszne shabushabu :) Od tamtej pory nie miał ze mną spokoju ;) Tak długo wierciłam mu dziurę w brzuchu, że w końcu zgodził się zabrać mnie i parę naszych znajomych do rzeczonej restauracji.
Najlepsze było to, że za ok 3tys yenów (polskie 110zł) mogłam pić ile chcę, oraz mogłam jeść ile tylko dusza zapragnie ^^ był to tzw 食べ・飲み放題 (tabe/nomihoudai). Zamówiliśmy zestaw z wołowinką, ale mieliśmy też trochę wieprzowinki ;)
Resztę opowiem przy okazji zdjęć:
W oczekiwaniu na to, aż bulionik się zagrzeje. W lewej części była chyba tylko woda, albo woda z jakimś smakowym dodatkiem, a w prawej części był jakiś bulionik na bazie tofu.
Od lewej: Gon (bardzo śmieszny człowiek, który wbrew pozorom obchodził już swoje 30 urodziny), Miyu i Eri (obie to animatorki z mojej pracy)
Po lewej stronie Miiko, instruktorka snowboardu. Mięso czy warzywa (może być też ser itd) bierze się w pałeczki i macza w bulionie tak długo, aż nie stanie się zdatne do jedzenia :) Później macza się to w sosie i zjada ze smakiem :)
Mnięsko ;) podawane na takich tackach, suuuuper cienko pokrojone, tak żeby szybciej się ugotowało :)
W tych 3 miseczkach mieszczą się różne sosy, w których macza się ugotowane mięso lub warzywa. Po lewej: sosik z sezamu (gęściutki, pycha), w środku bulion z tofu, po prawej tzw ポン酢 czyli niby ocet z pigwy :)
Oki to tyle na dzisiaj. Dobranoc :)









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz