piątek, 21 stycznia 2011

Dawno nic nie pisałam tutaj... Tak jakoś się zeszło, wyszło i przyszło, że nie miałam zazwyczaj czasu, albo siły ;)
Anyway, w między czasie jakoś super dużo się nie wydarzyło.
Ćwiczę swoje umiejętności na nartach, snowboardzie, telemarku... to ostatnie najgorzej mi idzie... bardzo ciężko jest utrzymać przez cały czas właściwą postawę, wszystkie mięśnie bolą ><
Ja + narty do telemarku
 Chizu ;)
Nie mam jeszcze zdjęć, jak jeżdżę na snowboardzie, ale może zmieni się to w najbliższym czasie ;)
Jak na razie mam tylko zdjęcie deski, którą dostałam od znajomego ^^ Nie używa już, zajmuje mu tylko miejsce w pokoju, więc mi ją oddał. Niby jest to deska dla facetów, ale wszyscy stwierdzili, że nie będę miała z nią problemów, bo przecież jestem wysoka i mam swoją wagę ><  jutro postaram się ją wypróbować
Wszyscy twierdzą także zgodnie, że jak na początkującą, która dopiero 5 razy (5 wieczorów po 1,5godz) jeździła na desce, to całkiem nieźle sobie radzę.
A co do nart... well, robię postępy, i dzięki znajomej (Chizu), z którą często jeżdżę, jeśli dni wolne nam się pokrywają, zwiedziłam już niejeden lasek znajdujący się poza wytyczoną trasą ;)

Ja i Chizu
Tędy także da się zjeżdżać...
Ale trzeba być przygotowanym na to, że można sobie zrobić małe kuku ;)  (na całe szczęście, nie rozstaję się z kaskiem, tak więc głowa pozostała cała i zdrowa :) ) 
Czasami śnieg jest baaardzo głęboki, sięgający nierzadko do kolan, nie polecam zatrzymywania się w takim śniegu.... albo wywrotki.... wydostanie się wymaga nie lada siły ;)

Postaram się robić więcej zdjęć następnym razem...

Dzisiaj kupiłam sobie w końcu telefon!!! Niestety na kartę, prepaida >< wolałam taki na kontrakt, ale za dużo zabawy z tym, trzeba mieć konto w japońskim banku itd... nie chciało mi się, więc teraz będę miała trochę drożej, ale za to szybko udało mi się załatwić formalności.
Oto moje cacko... nic fantastycznego... nawet ma mało funkcji... Ale nie narzekam, nareszcie będę mogła np.: zadzwonić do znajomego i zapytać się dlaczego do cholery nie ma go jeszcze przed wyciągiem, chociaż umawialiśmy się na 9 >< znając życie pewno zaspał... no cóż, byłam skazana na samotne włóczenie się po stokach i okolicznych lasach ....
To by było mniej więcej na tyle... Do usłyszenia następnym razem :)


PS: Zdjęcie świeżynka, dzisiaj robione ;)

niedziela, 9 stycznia 2011

Uwagi

Dzisiaj popełniłam niewybaczalny błąd, podczas przerwy powiedziałam w rozmowie ze znajomą z pracy, że chciałabym już wracać do domu. Byłam zmęczona i trochę źle się czułam... Ale nie ważne są powody, ważne, że kiedy znajoma to usłyszała od razu się zapytała, czy nie lubię swojej pracy >< ehh no przecież nie o to chodzi... ale nie w Japonii musisz udawać, że jesteś cały czas pełna sił i zapału do pracy... typowe polskie narzekanie odpada, bo będą się na Ciebie dziwnie patrzeć.
Jest jeszcze jedna kwestia, która mnie niezwykle irytuje. Chociaż mam napisane w umowie, że pracuję do godz 17, to i tak, jeśli nie ma roboty i wszyscy stoją koło recepcji, muszę się zapytać szefowej czy mogę już iść ><
A cholera by ich... można się psychicznie wykończyć czasami ><
Jutro podobno ma być prawdziwe oblężenie, trzymajcie za mnie kciuki!

piątek, 7 stycznia 2011

O sarence dryfującej na krze wiedzą nawet w Japonii ;) przekazali tę informację w dzisiejszych wiadomościach ;)
http://www.youtube.com/watch?v=Bie3pnA2bIs

A z innych wiadomości, wczoraj wchodząc do akademika, spotkałam dozorczynię z jej wnuczkami. Oczywiście dzieci i ja zostaliśmy zmuszeni do uścisku dłoni, jako że taki blond obcokrajowiec to rzadkość w tych rejonach ;)

Wczoraj i dzisiaj było też super zimno .... ok -19 stopni w ciągu dnia. A tu przychodzi dziewczynka, która ma na sobie tylko cienka bluzeczkę, golf i cienką kurtkę i po 15min trzęsie się z zimna ><  no co za ludzie, żeby tak ubrać własne dziecko >< dałam jej jakieś bluzki, żeby było jej cieplej... ehhh szkoda gadać ><

Nie mogę się już doczekać dnia jutrzejszego - wolne - narty plus nauka jazdy telemarkiem ^^ yeaha, a później chyba szpital, albo położenie się spać o 19 xD

Buziaki ;)

czwartek, 6 stycznia 2011

Nowe doznania :)

Dzisiaj byłam umówiona ze znajomą na naukę snowboardu :) ale niestety zostałam wystawiona do wiatru i musiałam sobie radzić sama. Tak, tak, nie przestraszyłam się tego, że będę musiała uczyć się sama, bez niczyjej pomocy. Poprosiłam aby znajomi z wypożyczalni dali mi kilka rad oraz pokazali, jak się zapina snowboard itd.
Na moje szczęście,i chyba nieszczęście Szymona, który właśnie skończył pracę i przyszedł wypożyczyć sprzęt, został on poproszony o przeprowadzenie ze mną pierwszej lekcji, co bym się nigdzie nie zabiła ;)
Tak więc, chcąc nie chcąc, Szymon został moim instruktorem ;) Biedak namęczył się trochę zanim zakumałam mniej więcej o co w tym chodzi ;)
Oczywiście, jeśli chodzi o naukę snowboardu, to w odróżnieniu od nart, najlepiej jest pójść na jakiś stok o większym nachyleniu, co by można było nabrać prędkości, więc mi przypadł w udziale szlak czerwony, jedyny oświetlony, więc czynny także wieczorem. Schodzenie z wyciągu wymaga jeszcze kilku poprawek ;)
Sam stok jest w miarę spoko, jeśli tylko przetrwam pierwszy odcinek, który jest dosyć stromy, to później jest już łatwiej. Jakby nie było, jak na pierwsze zajęcia, poszło mi całkiem nieźle, zdołałam nawet zrobić kilka skrętów, a nie tylko zsuwać się ;) Wszyscy, z którymi o tym rozmawiałam, byli pod wrażeniem ^^
Tylko teraz obawiam się jutrzejszego dnia, chyba nie będę w stanie się ruszyć >< Już teraz bolą mnie nadgarstki i kolana >< Po powrocie do pokoju zrobię sobie kilka ćwiczeń rozciągających :)


Na 8 stycznia umówiona jestem ze znajomą na wspólne zjeżdżanie :) obie mamy w tym samym czasie wolne, więc ustaliłyśmy, że pół dnia będziemy zjeżdżać na nartach, a pół dnia uczyć się jazdy telemarkiem :)
Już teraz ludzie uważają mnie za wariata, ale ja po prostu nie umiem odpuścić sobie i zjeżdżać tylko w dni wolne, prócz tego, przynajmniej 2-3 razy w tygodniu ćwiczę narty po pracy, taki szybki kursik, ok 2 godz.
Mam nadzieję, że dotrwam tak do końca sezonu ;) chociaż chciałabym, żeby ten moment nastąpił jak najpóźniej :)

Okazało się także, że chyba nasz 5 należy do wybrańców, którym udało się w końcu pojechać do Japonii..... reszta chyba nie wyjedzie w ogóle.... brak pozwoleń itd...

Oki lecę spać..

Do usłyszenia :)


Ps: nie mam zdjęć z nauki snowboardu, ale może kiedyś..... ;)

wtorek, 4 stycznia 2011

Witam w Nowym Roku

Szczęśliwego Nowego Roku!!!!

Trochę mnie tutaj nie było, bo jak zwykle dużo się działo, albo po prostu mój stan umysłu nie pozwalał na to, żeby napisać coś sensownego ;)

W sylwestra miałam wolny dzień więc wybrałam się na zakupy, pojechałam do Sapporo i znowu spędziłam 1,5 godz w księgarni, wybierałam książki do nauki japońskiego. Kupiłam sobie taką, w której podają różnicę pomiędzy różnymi wyrazami, które znaczeniowo wydają się niezwykle podobne, ale różnią się drobnymi niuansami. Dałam parę quizów do rozwiązania znajomym Japończykom, mieli problemy czasami ;)

Poszłam także do fryzjera. Nie mogłam znaleźć żadnego dobrego, taniego fryzjera w Sapporo, więc z braku czasu i kasy poszłam do fryzjera za 1000 yenów (ok 36zł) w centrum handlowym  w Otaru, do którego zawsze się udajemy w dni wolne, ponieważ nasz bezpłatny autobus z akademika, który kursuje 2 razy dziennie do Otaru, kończy swoją trasę przy tym budynku. No może nie dokładnie przy nim, ale przy stacji Otaru Chikko, która łączy się z centrum nadziemnym, zadaszonym przejściem.
Według napisu, usługa miała potrwać max 15min, ale fryzjer chyba przestraszył się mnie i moich włosów i suma sumarum wyszło ok 35min.... Napocił się biedak przy tym nieźle ;) Trzeba dodać, że japońskie włosy są grubsze i bardziej sztywne niż moje, więc zabierał się do nich, jak pies do jeża ;) Ale na szczęście, wynik tych męczarni był pozytywny ;)

Po drodze zakupiłam jeszcze trochę alkoholu na wieczór ;)
Spotkaliśmy się w loungu, żeby sobie pogadać i wypić, a ok 23.30 ruszyliśmy do japońskiej świątyni shinto, żeby uczestniczyć w obrzędach noworocznych.
Na szczęście świątynia, mała, bo mała, ale zawsze jakaś, znajdowała się niedaleko naszego akademika (prawdopodobnie specjalnie zbudowana dla mieszkańców naszego akademika), więc wybraliśmy się tam pieszo.
Może zamieszczę zdjęcia i na ich podstawie będę opowiadać co i jak się działo ;)
Początek imprezy, każdy przy swoim laptopie ;)
Od lewej: Andrzej, Faye (Tajlandia), Ayumi, Bradt (Nowa Zelandia), Chizu


Ja i w tle jinja (japońska świątynia shinto)

Tori (święta "brama", która oznacza wejście na miejsce święte)
Mała jinja ;)
Dół, od lewej: Kim (Korea), Sayuri, Joanna (Korea), Chizu
Zapalanie płomienia, który ma za zadanie oczyścić to miejsce

Nasza święta trójca na tle tori i ogniska ;)

Przygotowanie soby (makaron gryczany), jedna z noworocznych potraw
Dodatki do soby (por plus jakaś chrupka posypka)


Z lewej Shun (dzisiaj jest jego impreza pożegnalna, jutro wraca do Tokio) oraz Bradt
Em.... pomocnik przy robieniu mochi (masa z ubitego ryżu, z której później przygotowuje się noworoczne "ciastka")
Ubijanie ryżu :)
Kolejny pomocnik, który przeszedł badania przed przystąpienie do pracy ;)

A to Szymon, próbuje swoich sił ;)
I wynik jego prób xD
Gotowa masa ryżowa jest posypywana startymi orzechami
Ciągnie się niczym krówka, jest mało słodkie, ale i tak pyszne
Kupiłam i wylosowałam sobie omikuji (los szczęścia), trafiło mi się całkiem nieźle :) średnie szczęście - drugie w kolejności po dużym szczęściu :) więc nie jest źle :)
A to już zdjęcie mochi, które sama przygotowałam z masy ryżowej, która została ubita przez instruktorów i dzieciaki w mojej pracy. Wygląda kiepsko, ale smakuje przepysznie!!!


 Tak mniej więcej wyglądał mój sylwester, wyprawa do świątyni, zaliczenie noworocznego soba i mochi, a później powrót do akademika i ok 2 w nocy pójście spać.... zapomniałam wspomnieć, że o 6.00 musiałam wstać, żeby zdążyć się wyszykować do pracy ><

Udało mi się tez zrobić w końcu zdjęcia ofuro ;) wczoraj miałam wolne i ok 8 nad ranem udało mi się natrafić na okres, kiedy nie było nikogo w środku :)



Tak mniej więcej wygląda damskie ofuro, ahh zapomniałam zrobić zdjęcie małych taborecików i misek, które bierze się przy wejściu, żeby na nich usiąść i dokonać ablucji przed lustrem.
Wczoraj 2 znajome z mojej pracy obchodziły urodziny, zdjęcia może uda mi się zamieścić później, jak zbiorę wszystkie.

Do przeczytania zatem :)