Witam po krótkiej przerwie ;)
Jak w temacie, dzisiaj zajmę się problemem reklam "rządowych", które pojawiły się w japońskiej telewizji tuż po trzęsieniu ziemi, i które sprawiają, że mam ochotę wyrzucić TV przez okno za każdym razem, jak je słyszę...szczególnie, kiedy oglądam jakiś film i po 5min zostaje on bez uprzedzenia (!) przerwany 2-3min blokiem reklam >< No właśnie, japońskie reklamy mają to do siebie, że nikt nie uprzedzi widza, że oto za chwilkę nadamy przerywnik...żadnego obrazka, muzyczki zapowiadającej reklamy, ciach! w najlepszym momencie filmu ><
Tak więc, na początku, tuż po trzęsieniu ziemi, japońskie media dały sobie spokój z reklamami i skupiły się na podawaniu coraz to nowszych i bardziej przerażających wiadomości z rejonów dotkniętych kataklizmem. Po pewnym czasie zaczęto nadawać pierwsze, nieśmiałe reklamy, wszystkie przygotowane przez AC (można powiedzieć - agencję rządową), które w większości w delikatny sposób przypominały ludziom, jak ważne jest obecnie pomaganie sobie i jak należy się zachowywać w danych sytuacjach.
Oto jedna z pierwszych reklam:
http://www.youtube.com/watch?v=fkEdeBFMEHM
Główne założenie jest takie, że nie wystarczy pomyśleć, trzeba także coś zrobić ;)
Inna reklama traktuje o raku piersi i szyjki macicy. Trzęsienie ziemi zbiegło się z szeroko zakrojoną akcją uświadamiania kobietom jak ważne jest okresowe badanie się w tym zakresie. Ja też dostałam zaproszenie na płatne badanie (chociaż za symboliczną cenę) w Sapporo albo Akaigawamura oraz książeczkę poszerzającą wiedzę w tym zakresie:
http://www.youtube.com/watch?v=yefR1UAuOkg&feature=related
Kolejna reklama skupiła się na problemie segregacji śmieci, przypominając, co można dzięki temu otrzymać i jaki ma to wpływ na środowisko:
http://www.youtube.com/watch?v=bx-luHw9lSw&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=qVyt7aNHzZ8
Inna reklama przypomina jak ważny jest dotyk w życiu dziecka, ile rzeczy można przekazać za pomocą dłoni itd...
http://www.youtube.com/watch?v=hRB4LOwnDTM
Ta reklama jest przeznaczona bardziej dla dzieci i pokazuje im, że trzeba być miłym i uprzejmym wobec siebie (no mniej więcej ;) )
http://www.youtube.com/watch?v=RimeP3hIDFI&feature=related
No i moja "ulubiona reklama" od której dostaję już wysypki......coś dla osób, które chcą się nauczyć podstawowych zwrotów po japońsku >< "dzięki nim powiększy się ich grono znajomych...blabla" przynajmniej tak twierdzi ta reklama:
http://www.youtube.com/watch?v=EsRm78ZSOgc
Obecnie normą jest wśród moich znajomych witanie się na zasadzie: Ohayounagi lubi konnichiwan xD
Ahh no i jeszcze jedna reklama, która leci teraz często w telewizji:
Coś pod tytułem, co mogę teraz zrobić (w związku z trzęsieniem ziemi), a w odpowiedzi: oszczędzać energię, nie kupować rzeczy niepotrzebnych lub na zapas, nie rozmawiać niepotrzebnie przez telefon i wysyłać mało znaczących smsów, no i przede wszystkim postawić się na miejscu osób, które doświadczyły trzęsienia ziemi.
http://www.youtube.com/watch?v=l_c9YRzXgAQ
Po za tym, obecnie wszystko wróciło do normy. Głupie programy rozrywkowe, nudne lub głupie reklamy i czasami ciekawe filmy znowu znalazły swoje stałe miejsce w programie telewizyjnym.... No cóż...w Japonii, jak i w Polsce, najciekawsze filmy nadawane są późną porą...np na kanale BS mam przyjemność oglądać filmy zagraniczne bez japońskiego dubbingu!!!! tylko z napisami!!!
Aha... smutna wiadomość.... 3 kwietnia kończy się zimowy sezon w Kiroro, co oznacza wyjazd tak 3/4 pracowników, w tym prawie wszystkich moich najbliższych znajomych :( (część miała podpisany kontrakt do 3 kwietnia, a część została zwolniona z powodu trzęsienia ziemi i jego wpływu na liczbę klientów odwiedzających nasz kurort) akademik będzie jak wymarły.... aż nie będzie mi się chciało wracać po pracy do niego :((( no i nadal nie wiem gdzie będę pracować.... trzymajcie kciuki, żebym trafiła na front (walki z klientem) :)
To wszystko na dzisiaj :)
Buziaki
środa, 30 marca 2011
czwartek, 24 marca 2011
Co ja robię w swojej pracy ;) update
Dzisiaj chciałam pokazać parę zdjęć, które mniej więcej przekażą Szanownym Czytelnikom, co też robię w swojej pracy ;)
Ogłoszenia parafialne ;)
Miejsce, gdzie wpisuje się swoje imię, jeśli zamierza się zjeżdżać wieczorem na nartach...moje imię pojawiało się tam prawie codziennie ;) niestety obecnie nocne zjeżdżanie jest tylko do 17.30 więc nie mam co robić ..... dzisiaj byłam na basenie hotelowym... za 500 yenów (ok 20zł) mam wejście na basen i onsen... nie ma ograniczenia czasowego ^^
Największy pokój, w którym zazwyczaj umieszcza się dzieciaki w wieku 5-8 lat
Wieszaki na ubrania - całkiem fajny pomysł
Wejście do sali dla dzieciaków 9-12 lat
i jej wnętrze
Korytarzyk, po prawej drzwi do pokoju 9-12lat, na wprost sala 5-8lat, po lewej umywalnia, gdzie dzieciaki myją łapki przed jedzeniem
A teraz zdjęcia samego budynku, tzn jego wnętrza:
Nasza stołówka, pomieści ok 125 dzieciaków, chociaż w czasie największego oblężenia zdarzało się, że dostawiało się stoły plus duże dzieciaki jadły w dużej sali przy małych stolikach... wtedy nasza stołówka mogła obsłużyć nawet 160osób ><
Tzw Staff Room, czyli miejsce, gdzie codziennie mamy meetingi i gdzie spędzamy swoje przerwy. Mówiąc "my" mam na myśli animatorki plus instruktorskie grono.Ogłoszenia parafialne ;)
Miejsce, gdzie wpisuje się swoje imię, jeśli zamierza się zjeżdżać wieczorem na nartach...moje imię pojawiało się tam prawie codziennie ;) niestety obecnie nocne zjeżdżanie jest tylko do 17.30 więc nie mam co robić ..... dzisiaj byłam na basenie hotelowym... za 500 yenów (ok 20zł) mam wejście na basen i onsen... nie ma ograniczenia czasowego ^^
Największy pokój, w którym zazwyczaj umieszcza się dzieciaki w wieku 5-8 lat
Wieszaki na ubrania - całkiem fajny pomysł
Wejście do sali dla dzieciaków 9-12 lat
i jej wnętrze
Korytarzyk, po prawej drzwi do pokoju 9-12lat, na wprost sala 5-8lat, po lewej umywalnia, gdzie dzieciaki myją łapki przed jedzeniem
wtorek, 22 marca 2011
Kolejne wieści zza żółtej kurtyny
Jest już późno, więc od razu przejdę do rzeczy ;)
Kolejne dni lutego upływały bez większych zmian... czasami ludzie się mnie pytają czy lubię japońskie jedzenie, jakich rzeczy nie lubię itd... przy okazji jednej z takich rozmów wspomniałam, że nie miałam przyjemności zjeść jeszcze しゃぶしゃぶ (shabushabu) czyli coś ala nabe, ale różni się to bulionem, w którym gotuje się warzywa czy mięso. No więc znajomy stwierdził, że możemy się kiedyś wybrać na shabushabu bo zna dobre miejsce w Sapporo i sam kiedyś pracował w restauracji specjalizującej się w tej potrawie, więc przygotowałby super pyszne shabushabu :) Od tamtej pory nie miał ze mną spokoju ;) Tak długo wierciłam mu dziurę w brzuchu, że w końcu zgodził się zabrać mnie i parę naszych znajomych do rzeczonej restauracji.
Najlepsze było to, że za ok 3tys yenów (polskie 110zł) mogłam pić ile chcę, oraz mogłam jeść ile tylko dusza zapragnie ^^ był to tzw 食べ・飲み放題 (tabe/nomihoudai). Zamówiliśmy zestaw z wołowinką, ale mieliśmy też trochę wieprzowinki ;)
Resztę opowiem przy okazji zdjęć:
W oczekiwaniu na to, aż bulionik się zagrzeje. W lewej części była chyba tylko woda, albo woda z jakimś smakowym dodatkiem, a w prawej części był jakiś bulionik na bazie tofu.
Od lewej: Gon (bardzo śmieszny człowiek, który wbrew pozorom obchodził już swoje 30 urodziny), Miyu i Eri (obie to animatorki z mojej pracy)
Po lewej stronie Miiko, instruktorka snowboardu. Mięso czy warzywa (może być też ser itd) bierze się w pałeczki i macza w bulionie tak długo, aż nie stanie się zdatne do jedzenia :) Później macza się to w sosie i zjada ze smakiem :)
Mnięsko ;) podawane na takich tackach, suuuuper cienko pokrojone, tak żeby szybciej się ugotowało :)
W tych 3 miseczkach mieszczą się różne sosy, w których macza się ugotowane mięso lub warzywa. Po lewej: sosik z sezamu (gęściutki, pycha), w środku bulion z tofu, po prawej tzw ポン酢 czyli niby ocet z pigwy :)
Kolejne dni lutego upływały bez większych zmian... czasami ludzie się mnie pytają czy lubię japońskie jedzenie, jakich rzeczy nie lubię itd... przy okazji jednej z takich rozmów wspomniałam, że nie miałam przyjemności zjeść jeszcze しゃぶしゃぶ (shabushabu) czyli coś ala nabe, ale różni się to bulionem, w którym gotuje się warzywa czy mięso. No więc znajomy stwierdził, że możemy się kiedyś wybrać na shabushabu bo zna dobre miejsce w Sapporo i sam kiedyś pracował w restauracji specjalizującej się w tej potrawie, więc przygotowałby super pyszne shabushabu :) Od tamtej pory nie miał ze mną spokoju ;) Tak długo wierciłam mu dziurę w brzuchu, że w końcu zgodził się zabrać mnie i parę naszych znajomych do rzeczonej restauracji.
Najlepsze było to, że za ok 3tys yenów (polskie 110zł) mogłam pić ile chcę, oraz mogłam jeść ile tylko dusza zapragnie ^^ był to tzw 食べ・飲み放題 (tabe/nomihoudai). Zamówiliśmy zestaw z wołowinką, ale mieliśmy też trochę wieprzowinki ;)
Resztę opowiem przy okazji zdjęć:
W oczekiwaniu na to, aż bulionik się zagrzeje. W lewej części była chyba tylko woda, albo woda z jakimś smakowym dodatkiem, a w prawej części był jakiś bulionik na bazie tofu.
Od lewej: Gon (bardzo śmieszny człowiek, który wbrew pozorom obchodził już swoje 30 urodziny), Miyu i Eri (obie to animatorki z mojej pracy)
Po lewej stronie Miiko, instruktorka snowboardu. Mięso czy warzywa (może być też ser itd) bierze się w pałeczki i macza w bulionie tak długo, aż nie stanie się zdatne do jedzenia :) Później macza się to w sosie i zjada ze smakiem :)
Mnięsko ;) podawane na takich tackach, suuuuper cienko pokrojone, tak żeby szybciej się ugotowało :)
W tych 3 miseczkach mieszczą się różne sosy, w których macza się ugotowane mięso lub warzywa. Po lewej: sosik z sezamu (gęściutki, pycha), w środku bulion z tofu, po prawej tzw ポン酢 czyli niby ocet z pigwy :)
Oki to tyle na dzisiaj. Dobranoc :)
poniedziałek, 21 marca 2011
Witam po długiej przerwie
Postanowiłam wznowić pisanie bloga, żeby jakoś zapełnić czas, który normalnie przeznaczyłabym na wieczorne zjeżdżanie po pracy. A wszystko to dlatego, że z powodu trzęsienia ziemi, zmniejszenia się liczby klientów, oszczędzania prądu itd, Kiroro postanowiło skrócić czas trwania nocnego zjeżdżania z godz. 20 (19.30 w tygodniu) do 17.30 >< Co oznacza, że po robocie miałabym 30min na przebranie się, ruszenie do wypożyczalni i doczłapanie się szybkie do wyciągu, jednym słowem - 無理 (to se ne da).
Na szczęście jutro mam dzień wolny, zastanawiałam się co zrobić, pozjeżdżać do 13 i ruszyć na zakupy do Otaru, czy też zjeżdżać do 17.30....zgadnijcie, co wybrałam ;)
No ale wracając do mojej opowieści, co tam u mnie w lutym ;) to......... hmm czekajcie, znowu muszę się zastanowić, na czym to ja skończyłam ;)
Aha... wyprawa do Rusutsu, no a po niej, bodajże następnego dnia w Kiroro robili tzw. 松明 (taimatsu), czyli zjazd z góry z zapalonymi pochodniami :) taka rozrywka dla klientów naszego kurortu. Więc zostałam zaprzęgnięta do tej pracy wraz z narciarskimi instruktorami :) zabawa była przednia :) zabrali nas na końcówkę jednego ze stoków, mówiąc zabrali mam na myśli to, że po 2 osoby wsiadaliśmy na skuter śnieżny z własnymi nartami i hajda na górę >< to było przerażające, nie miałam się czego ani kogo uchwycić, bo musiałm trzymać swoje narty >< i jeszcze ta prędkość >< na szczęście szybko dotarliśmy na górę :) później pozostało nam ustawić się w 2 rzędy, tak żeby zjeżdżając z góry każda osoba mijała się z kolejną i powstał taki łańcuszek :) oczywiście każdy dostał po 2 pochodnie, które później, po tym, jak już zjechaliśmy na dół i ustawiliśmy się w jednym rzędzie, trzeba było zgasić wciskając je w śnieg. Zabawa była przednia, trzeba przyznać. Niestety nie mam żadnych zdjęć z tego :(
Później było w miarę spokojnie, codzienne zjazdy wieczorne itd, a 20 lutego, miałam wolne więc razem z 2 znajomymi, które dzieliły radość posiadania dnia bez pracy razem ze mną, stwierdziłyśmy, że od 9 do 12.30 będziemy zjeżdżać, a po lunchu pojedziemy do hotelu Piano, w którym mieści się Nature Center, gdzie postanowiłyśmy trochę się powygłupiać i pobawić się.
Może jakieś zdjęcia:
1. Próbujemy z Chizuko podskoczyć do góry w narciarskich butach..... super trudna sprawa ><
Nasz obiad: Curry z mięsem i ziemniakami :)
Nasz środek transportu w Nature Center ;)
Fajnie się podskakiwało na różnych wybojach itd :)
A później przyszedł czas na zjazd na oponce ;)
I wyprawę ratrakiem na górę, trzeba przyznać, że nie było to jakoś super emocjonujące ;)
To mniej więcej tyle na dzisiaj. Czas zbierać siły na jutrzejsze zjeżdżanie :)
Na szczęście jutro mam dzień wolny, zastanawiałam się co zrobić, pozjeżdżać do 13 i ruszyć na zakupy do Otaru, czy też zjeżdżać do 17.30....zgadnijcie, co wybrałam ;)
No ale wracając do mojej opowieści, co tam u mnie w lutym ;) to......... hmm czekajcie, znowu muszę się zastanowić, na czym to ja skończyłam ;)
Aha... wyprawa do Rusutsu, no a po niej, bodajże następnego dnia w Kiroro robili tzw. 松明 (taimatsu), czyli zjazd z góry z zapalonymi pochodniami :) taka rozrywka dla klientów naszego kurortu. Więc zostałam zaprzęgnięta do tej pracy wraz z narciarskimi instruktorami :) zabawa była przednia :) zabrali nas na końcówkę jednego ze stoków, mówiąc zabrali mam na myśli to, że po 2 osoby wsiadaliśmy na skuter śnieżny z własnymi nartami i hajda na górę >< to było przerażające, nie miałam się czego ani kogo uchwycić, bo musiałm trzymać swoje narty >< i jeszcze ta prędkość >< na szczęście szybko dotarliśmy na górę :) później pozostało nam ustawić się w 2 rzędy, tak żeby zjeżdżając z góry każda osoba mijała się z kolejną i powstał taki łańcuszek :) oczywiście każdy dostał po 2 pochodnie, które później, po tym, jak już zjechaliśmy na dół i ustawiliśmy się w jednym rzędzie, trzeba było zgasić wciskając je w śnieg. Zabawa była przednia, trzeba przyznać. Niestety nie mam żadnych zdjęć z tego :(
Później było w miarę spokojnie, codzienne zjazdy wieczorne itd, a 20 lutego, miałam wolne więc razem z 2 znajomymi, które dzieliły radość posiadania dnia bez pracy razem ze mną, stwierdziłyśmy, że od 9 do 12.30 będziemy zjeżdżać, a po lunchu pojedziemy do hotelu Piano, w którym mieści się Nature Center, gdzie postanowiłyśmy trochę się powygłupiać i pobawić się.
Może jakieś zdjęcia:
1. Próbujemy z Chizuko podskoczyć do góry w narciarskich butach..... super trudna sprawa ><
Nasz obiad: Curry z mięsem i ziemniakami :)
Nasz środek transportu w Nature Center ;)
Fajnie się podskakiwało na różnych wybojach itd :)
A później przyszedł czas na zjazd na oponce ;)
I wyprawę ratrakiem na górę, trzeba przyznać, że nie było to jakoś super emocjonujące ;)
To mniej więcej tyle na dzisiaj. Czas zbierać siły na jutrzejsze zjeżdżanie :)
sobota, 12 marca 2011
Trzęsienie ziemi
Śpieszę z doniesieniem, że u mnie wszystko w porządku. Trzęsienie ziemi i tsunami oszczędziło Kiroro. O samym trzęsieniu ziemi dowiedzieliśmy się mniej więcej jakieś 2 godz po pierwszym wstrząsie.
środa, 9 marca 2011
Prośba
Szanowni Czytelnicy, szczególni Ci, którzy piszą czasem do mnie smsy.... proszę nie wysyłać mesów w godzinach, kiedy panuje u mnie noc >< (czyli wasza 16-24)... bardzo dziękuję za życzenia z okazji Dnia Kobiet, ale pliiiizzz na prawdę chciałam się wyspać dzisiaj... a te 4 smsy, które przyszły mniej więcej około mojej 1-5 nad ranem spowodowały, że mój plan legł w gruzach.... :P
wtorek, 8 marca 2011
Dzień za dniem
Jak ten czas szybko leci >< a ja jak zwykle mam lenia ;) i nie chce mi się pisać postów na bloga... wolę w tym samym czasie coś zjeść i spać, co by zebrać siły na następny dzień ;)
No ale wróćmy do tego, co tam u mnie.
Skończyłam swoją opowieść gdzieś na początku lutego, kiedy to wybrałam się ze znajomymi do Sapporo na Yuki matsuri.
A co było dalej....hmmm pozwólcie, że zerknę do albumu ze zdjęciami, bo pamięć mnie już zawodzi ;)
Aha, 11 lutego wybraliśmy się na nomikaia (przypominam - w wolnym tłumaczeniu popijawa ;) ) z okazji połowy sezonu oraz zakończenia jego najgorszej, najbardziej tłocznej części, kiedy to codziennie, a nie jak teraz w sobotę i w niedzielę, przybywały do naszej Akademii tłumy, objawiające się w liczbie ponad 150 dzieci (obecnie w ciągu tygodnia jest ich max 25 sztuk).
Tak więc pojechaliśmy w licznej grupie ok 40 osób: animatorki, instruktorzy, zarząd Akademii itd., sama impreza była trochę nudna, zdjęć też nie mam za dużo, a jeśli już jakieś to mało interesujące. Anyway, trochę pogadałam z ludźmi, ale głównie to nudziłam się jak mops, szczególnie, że usiadłam przy stoliku razem z osobami, z którymi nie miałam zbytnio ochoty pogadać... cóż bywa... Impreza ożywiła się, przynajmniej dla mnie, kiedy to na scenie pojawił się zespół 3 osobowy, z zestawem 2 gitar akustycznych i dodatkami perkusyjnymi w postaci różnych bębenków itd. No i dali czaduuu!!! Aż nogi same rwały się do tańca... na początku kilka osób zaczęło wyciągać innych na środek, żeby sobie potańczyć, ale jak to zwykle bywa, tylko ja tam zostałam >< sama samiuteńka >< reszta się wstydziła, no prócz jednego pijanego gościa >< na szczęście przy drugiej piosence poszliśmy tańczyć w trójkę, więc nie było tak źle.... ale później część ludzi się mnie pytała, czy byłam pijana >< tak jakby nie można było sobie potańczyć bez upicia się..... ehh sztywniacy ;)
2 dni później miałam wolne, więc Chizu, z którą dzieliłam 80% wolnych dni w lutym, zorganizowała wyjazd do kurortu narciarskiego Rusutsu. Jak zwykle miałam problemy ze sprzętem, ponieważ nie posiadam swoich nart czy butów, więc musiałam zawrzeć układ ze znajomym z wypożyczalni, że wezmę buty, narty i kask na 2dni, tylko nie wspomniałam mu, że te narty, które są z wyższej półki, wezmę ze sobą na inny stok, rozmowa była tylko o butach i kasku.... cóż.... przemycałam nieźle swoje rzeczy do akademiku, specjalnie pożyczyłam od znajomego opakowanie na narty, co by nikt nie spostrzegł się, że wynoszę sprzęt z terenu Kiroro... ale kurde ktoś nakablował na mnie... no i później musiałam się tłumaczyć, że to wcale tak nie było itd.... od tamtej pory mam problemy z wypożyczeniem sprzętu na 2 dni, jeśli szefu wypożyczalni akurat tego dnia pracuje ><
Oto kilka zdjęć z naszej wyprawy do Rusutsu. Sam kurort nie był zły, chociaż jak dla mnie trasy były mało strome >< ale zawsze coś innego niż Kiroro.
Duży Ramen i mały Ramen ;) Duży ramen został wchłonięty przez p. Kaketę >< ja bym nie dała rady, i tak miałam problem z moją porcją, a co dopiero 2 razy tyle ><
Na zdjęciach występują: JA ;), Chizuko, Brad (Nowozelandczyk), Pan Kaketa plus stoki i okolice Rusutsu.
Oczywiście, stałym elementem wyjazdów na narty jest onsen (gorące źródła), nie ma to jak wygrzać zziębnięte i obolałe ciało w cieplutkiej, zdrowotnej wodzie ;) Niestety nie można robić zdjęć w środku, z wiadomych powodów ;) tak więc nie mogę pokazać Wam, Szanowni Czytelnicy, jak to wygląda... może następnym razem, jeśli się przydarzy, zrobię zdjęcia chociaż z zewnątrz :)
Oki to by było na tyle dzisiaj. Jutro mam wolne, ale i tak wstaję ok 7.15 bo chcę pozjeżdżać na nartach :) Tzn plan jest taki, że do 12.30 narty, przerwa na lunch, a później snowboard ze znajomymi. Poproszę ich, żeby zrobili mi zdjęcia jak jeżdżę na snowboardzie, a może nawet jakiś filmik :)
Do usłyszenia zatem. Już niedługo dalsza część opowieści, a jest o czym, trochę się działo ;)
No ale wróćmy do tego, co tam u mnie.
Skończyłam swoją opowieść gdzieś na początku lutego, kiedy to wybrałam się ze znajomymi do Sapporo na Yuki matsuri.
A co było dalej....hmmm pozwólcie, że zerknę do albumu ze zdjęciami, bo pamięć mnie już zawodzi ;)
Aha, 11 lutego wybraliśmy się na nomikaia (przypominam - w wolnym tłumaczeniu popijawa ;) ) z okazji połowy sezonu oraz zakończenia jego najgorszej, najbardziej tłocznej części, kiedy to codziennie, a nie jak teraz w sobotę i w niedzielę, przybywały do naszej Akademii tłumy, objawiające się w liczbie ponad 150 dzieci (obecnie w ciągu tygodnia jest ich max 25 sztuk).
Tak więc pojechaliśmy w licznej grupie ok 40 osób: animatorki, instruktorzy, zarząd Akademii itd., sama impreza była trochę nudna, zdjęć też nie mam za dużo, a jeśli już jakieś to mało interesujące. Anyway, trochę pogadałam z ludźmi, ale głównie to nudziłam się jak mops, szczególnie, że usiadłam przy stoliku razem z osobami, z którymi nie miałam zbytnio ochoty pogadać... cóż bywa... Impreza ożywiła się, przynajmniej dla mnie, kiedy to na scenie pojawił się zespół 3 osobowy, z zestawem 2 gitar akustycznych i dodatkami perkusyjnymi w postaci różnych bębenków itd. No i dali czaduuu!!! Aż nogi same rwały się do tańca... na początku kilka osób zaczęło wyciągać innych na środek, żeby sobie potańczyć, ale jak to zwykle bywa, tylko ja tam zostałam >< sama samiuteńka >< reszta się wstydziła, no prócz jednego pijanego gościa >< na szczęście przy drugiej piosence poszliśmy tańczyć w trójkę, więc nie było tak źle.... ale później część ludzi się mnie pytała, czy byłam pijana >< tak jakby nie można było sobie potańczyć bez upicia się..... ehh sztywniacy ;)
2 dni później miałam wolne, więc Chizu, z którą dzieliłam 80% wolnych dni w lutym, zorganizowała wyjazd do kurortu narciarskiego Rusutsu. Jak zwykle miałam problemy ze sprzętem, ponieważ nie posiadam swoich nart czy butów, więc musiałam zawrzeć układ ze znajomym z wypożyczalni, że wezmę buty, narty i kask na 2dni, tylko nie wspomniałam mu, że te narty, które są z wyższej półki, wezmę ze sobą na inny stok, rozmowa była tylko o butach i kasku.... cóż.... przemycałam nieźle swoje rzeczy do akademiku, specjalnie pożyczyłam od znajomego opakowanie na narty, co by nikt nie spostrzegł się, że wynoszę sprzęt z terenu Kiroro... ale kurde ktoś nakablował na mnie... no i później musiałam się tłumaczyć, że to wcale tak nie było itd.... od tamtej pory mam problemy z wypożyczeniem sprzętu na 2 dni, jeśli szefu wypożyczalni akurat tego dnia pracuje ><
Oto kilka zdjęć z naszej wyprawy do Rusutsu. Sam kurort nie był zły, chociaż jak dla mnie trasy były mało strome >< ale zawsze coś innego niż Kiroro.
Duży Ramen i mały Ramen ;) Duży ramen został wchłonięty przez p. Kaketę >< ja bym nie dała rady, i tak miałam problem z moją porcją, a co dopiero 2 razy tyle ><
Na zdjęciach występują: JA ;), Chizuko, Brad (Nowozelandczyk), Pan Kaketa plus stoki i okolice Rusutsu.
Oczywiście, stałym elementem wyjazdów na narty jest onsen (gorące źródła), nie ma to jak wygrzać zziębnięte i obolałe ciało w cieplutkiej, zdrowotnej wodzie ;) Niestety nie można robić zdjęć w środku, z wiadomych powodów ;) tak więc nie mogę pokazać Wam, Szanowni Czytelnicy, jak to wygląda... może następnym razem, jeśli się przydarzy, zrobię zdjęcia chociaż z zewnątrz :)
Oki to by było na tyle dzisiaj. Jutro mam wolne, ale i tak wstaję ok 7.15 bo chcę pozjeżdżać na nartach :) Tzn plan jest taki, że do 12.30 narty, przerwa na lunch, a później snowboard ze znajomymi. Poproszę ich, żeby zrobili mi zdjęcia jak jeżdżę na snowboardzie, a może nawet jakiś filmik :)
Do usłyszenia zatem. Już niedługo dalsza część opowieści, a jest o czym, trochę się działo ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




















































