środa, 23 lutego 2011

Long time not writing - UPDATE 1

Trochę mnie tutaj nie było... nie ma co, czas szybko płynie, a ja jak zwykle staram się wykorzystać każdą chwilę na zjeżdżanie ;) Przez ostatnie dni wracałam do akademika ok 20.30, jadłam "kolację" i tylko tak na chwilkę włączałam TV i rozprostowywałam kości na łóżku....co kończyło się tym, że zasypiałam i budziłam się ok 1 nad ranem....
No ale przejdźmy do rzeczy - dużo się działo u mnie przez te ostatnie 2 tygodnie.
6 lutego pojechałam wraz ze znajomymi do Otaru na Festiwal tzw YukiAkari (czyli tworzenie różnych rzeźb ze śniegu i umieszczanie w ich środku świeczek) - super sprawa! Było strasznie zimno i wiał silny wiatr, cieszyłam się jak nie wiem, że założyłam rajstopy, wełniany sweter i puchowy płaszcz, nie odczuwałam zimna tak jak inni ;)
 6 lutego pojechałam wraz ze znajomymi (Hassan, Chizu i Sayuri) do Otaru na Festiwal tzw YukiAkari (czyli tworzenie różnych rzeźb ze śniegu i umieszczanie w ich środku świeczek) - super sprawa! Było strasznie zimno i wiał silny wiatr, cieszyłam się jak nie wiem, że założyłam rajstopy, wełniany sweter i puchowy płaszcz, nie odczuwałam zimna tak jak inni ;)

Yukiakari 2011 :)

 Wzdłuż tego kanałku ustawione były różne rzeźby ze śniegu.







Od lewej: Sayuri, Chizuko i ja ;)





































































































Jak już się nałaziliśmy i nieźle zmarzliśmy (no prócz mnie) to uznaliśmy, że czas coś zjeść (ja tam byłam głodna już w momencie przyjazdu do Otaru... ale nikt nie słuchał moich uwaga na temat tego, że burczy mi w brzuchu itd). 
Oczywiście zostałam zapytana, czy jest coś co bym chciała zjeść, więc postawiłam na nabe :) i dobrze trafiłam, Hassan był ostatnio ze znajomymi z pracy w restauracji serwującej pyszne nabe, więc zabrał nas tam. Aha...część osób pewno nie wie co to jest nabe, więc śpieszę z wyjaśnieniami.....albo po prostu pokaże zdjęcia ;) (ogólnie rzecz biorąc, jest to danie jednogarnkowe, wrzuca się różne rzeczy do specjalnie przygotowanego wywaru, dusi się i później wcina ze smakiem :)
A oto i zdjęcia :)

Przystawka, emm nie pamiętam co to było, chyba jakaś cebulka z mięsem, ale super pyszne.

 Garnuszek na ogniu to właśnie osławione nabe czyli garnuszek



 Pyszne krewetki w sosie majonezowym
 Karage - smażone na głębokim tłuszczu kawałki kurczaka..te akurat były chyba jakimiś chrząstkami... Japończycy lubią coś takiego


 Rosołek jest już dobry, więc czas wrzucić tam warzywka i mięso :)





 Jak skończyły się warzywa i mięso, wrzuciliśmy makaron ramen
 A później jeszcze zamówiliśmy nabe ryżowe, czyli tylko sam wywar i wrzucony tam ryż, było pycha ^^








8 lutego pojechałam ze znajomymi do Sapporo na Festiwal Śniegu, po pracy, ok 19 ruszyliśmy samochodem do Sapporo, i tego samego wieczoru poszliśmy do restauracji specjalizującej się w grillowanym mięsku ;) tzw Yakiniku. Znaleźliśmy się tam, ponieważ zażyczyłam sobie słynnego Czyngis Chana, czyli grillowanej jagnięciny... zamówiliśmy set, w skład którego wchodziły także warzywa, dodatki w postaci kimchi (koreańska peklowana kapusta, na ostro) czy mięs innych rodzajów. Alem siem najadłam ;) wszystko było takie pyyyyyszne! Nawet zjadłam grillowany język czegoś tam...nie pamiętam którego zwierzaka ;)

Zdjęcie nr.1 Makoto i Chizuko przed rzeczoną restauracją

Języki plus na mniejszych talerzykach różne dodatki smakowe w postaci cytryny, masła, czosnku i drobno pokrojonego pora


 Zestaw warzywny ;)
 Czyngis Chan we własnej osobie ;)


 Koreańskie kimchi oraz grillowany bakłażan


 Jakieś inne pyszne mięsko :)
 Czyngis Chan :)


Tak mniej więcej prezentował się wypad do Yakinikui :)

Po napełnieniu naszych żołądków ruszyliśmy na nocny podbój Sapporo... który początkowo nie szedł nam zbyt dobrze... w klubie nikogo nie było ><...ale cóż poradzić skoro był to poniedziałek ;) Tak więc zdecydowaliśmy się na karaoke, co było strzałem w dziesiątkę! Dawno się tak nie naśpiewałam i nie wybawiłam :)
Wróciliśmy do hotelu i ok 4.30 poszliśmy spać, a następnego dnia (tzn tego samego) wstaliśmy ok 8 i poszliśmy podziwiać Yuki Matsuri (Festiwal Śniegu). Oczywiście przy okazji każdego festiwalu w Japonii nie może zabraknąć stoisk z różnego rodzaju żarciem typu ramen, soba, takoyaki, itd.


 Osławione stoiska z jedzeniem różnego rodzaju






 Jakiś tam słynny japoński baseballista (chyba)




Postać z jednej z najpopularniejszych mang i anime w Japonii w ostatnim czasie


 Chcę mieć takie kalosze!
 Tegoroczny noblista japoński (chyba)

 Jak już się naoglądaliśmy i wychłodziliśmy, to zdecydowaliśmy się zrobić zakupy w sklepie sportowym, a później Makoto pokazał nam swój uniwerek, na którym spędził 2 lata na kierunku "narty". Narty po raz pierwszy spróbował w wieku 2 lat i mniej więcej od 8 roku życia zabrał się za nie na poważnie ;) Rezultat: w wieku 23 lat zajął 3 miejsce na 300 osób ze swojej prefektury w zawodach, w których ocenia się technikę i prezencję danego zawodnika. Niedługo startuje w zawodach ogólnokrajowych, razem z kilkoma innymi instruktorami z naszej Akademii.
Po tym, jak już obejrzeliśmy uniwerek Makoto, pojechaliśmy jakimiś krętymi drogami górskimi do miejscowości obok Sapporo, żeby spróbować meeeega pysznego curry rice :) Moja wersja prócz kurczaka zawierała jeszcze roztopiony żółty ser. Meggaaaa pychota!!!!



Miałam napisać jeszcze duuużó więcej, ale jestem już bardzo śpiąca a jutro muszę wstać ok 6.25, żeby wyrobić się do pracy na 8 :P Dalsza część przygód wkrótce ^^

1 komentarz:

  1. cudne te zdjęcia lodowych lampek, świetne widoki! ach i jak zwykle pociekła mi ślinka na widok tych wszystkich smakołyków :P trzymaj się :*
    kk

    OdpowiedzUsuń