niedziela, 23 października 2011

Obietnice

No tak.... a tyle sobie obiecywałam, że będę sumiennie prowadziła tego bloga, wpisywała swoje wszystkie przemyślenia co do Japonii, jej mieszkańców, mojej pracy itd.... i jak to zawsze bywa, na obietnicach się kończy, a rzeczywistość robi swoje...

W każdym razie, witam po długiej przerwie z Polski... hmmm może w takim razie powinnam zmienić tytuł bloga na jakiś inny, w końcu
już nie będę go prowadziła z japońskiej ziemi... no chociaż najbliższe wpisy zamierzam jednak poświęcić na powspominanie, w końcu jestem winna to czytelnikom i sobie ;) Nie ma co, definitywne zamkniecie rozdziału "Praca w Japonii" trzeba zrobić.

Na czym to ja ostatnio...aha pisałam, że 19 czerwca zaczęłam pracę w sklepie... Prawdę mówiąc, to moja przygoda ze sklepem nie była jakimś strasznie długim epizodem, trwała może łącznie jakieś 2 tygodnie i to nie tak, że dzień w dzień. Chociaż najczęściej opierała się na systemie: przyjście na godzinę 14 do pracy, pomaganie w przygotowaniach w restauracji (niech ich dunder świśnie..) a potem przerwa godzinna i mniej więcej od 18 praca w sklepie do 22. Na nauczyli mnie w co i jak pakować zakupy, prezenty itd., jak się przyjmuje towar i gdzie go ustawiać, co trzeba sprawdzić przed otwarciem sklepu itd., później nauczyli mnie trochę obsługi kasy, ale gdyby nie jeden znajomy, super luzacki gościu, to pewno przez całe 2 tyg tylko bym sprzątała i pakowała towar do torebek >< na szczęście, on po jednym dniu pracy ze mną skumał, że praca w sklepie to żadna filozofia i pozwolił mi obsługiwać cały wieczór kasę (po ostatnim podliczeniu kasy, wyszło, że wszystko się zgadza - nie brakuje ani yena, ani nie ma żadnych nadwyżek).
No tak, powinnam wspomnieć, że na terenie hotelu Piano są 3 sklepy - jeden na parterze na przeciwko recepcji, ale tam rzadko chodziłam, bo zazwyczaj ktoś z recepcji tam chodził i obsługiwał gości, a wieczorem to ktoś inny, z obsługi sklepowej zajmował się tym całym biznesem; drugi na pierwszym piętrze, w obrębie głównej części hotelu - tam najczęściej pracowałam, było tam mnóstwo różnego rodzaju pierdółek, ciasteczek, cukierków, szklanych ozdób (no bo przecież pobliskie Otaru słynie ze szklanych wyrobów), gównostujek i kolektorów kurzu; oraz 3 sklep - największy, znajdujący się na zewnątrz głównego budynku - tam na szczęście nie często pracowałam, na samym początku tylko, to tam też wyszczerbiłam trochę witrażyk za 1 mana ><.
W tym największym sklepie załoga była strasznie drętwa.... oczywiście tam miałam najmniejsze pole do popisu, bo uważali, że przecież w ciągu 6 dni nie można nauczyć się obsługi kasy i taki gaijin jak ja powinien się zająć łatwiejszymi zadaniami >< A pies wam...
Na szczęście, jak już wspomniałam wcześniej, dzięki znajomemu pracowałam zazwyczaj w sklepie na piętrze i miałam dosyć duży zakres wykonywanych prac, łącznie z pisaniem codziennego sprawozdania z działalności tej placówki handlowej - podliczaniem utargu, sprawdzaniem ile czego zeszło, pisaniem kilku słów komentarza na temat liczby klientów itd itp.
Warto jeszcze wspomnieć o największym plusie pracy w tym miejscu - możliwość rozmowy z 2 najfajniejszymi pracownikami sklepowymi ;)
Nie nudziłam się ani chwili tam, jak nie było klientów (martwy okres trwał mniej więcej od godz. 18.30 - 19.30, kiedy to najwięcej osób szło zjeść kolację), to ustawiając towar, albo po prostu stojąc za ladą gadaliśmy jak najęci. Z Hasegawą rozmawialiśmy o Polsce, Japonii, porównywaliśmy oba kraje, życie w nich, rozmawialiśmy ogólnie o świecie, o rodzinie Hasegawy itd., a z Kenji rozmawialiśmy najczęściej o sporcie, ciekawych miejscach w Japonii, plotkach z Kiroro itd. Skakaliśmy z tematu na temat, czasami tak się wkręcając, że dopiero chrząknięcie klienta przypominało nam, że cały czas jesteśmy w pracy ;)

Oczywiście Szymon czy Andrzej uznali to za jawną niesprawiedliwość, że jak to, że tylko ja mogę pracować w sklepie, a oni muszą harować w restauracji?! No cóż... ;)

Tak mi upływał czas, aż nastał koniec czerwca i oznajmiono nam, że naszym następnym przystankiem będzie recepcja (w moim i Andrzeja przypadku) oraz dział rozrywki (Szymon), ale zanim to nastąpi mamy prawo do 5 dniowego urlopu!!! (notabene zapewnionego nam w umowie ;) ), ahh cóż to była za radość ;)

Ale o tym następnym razem ;)