sobota, 28 maja 2011

Wpis wspominkowy


Ok zdobyłam już zdjęcia z poprzednich miesięcy, więc jestem gotowa na kolejną porcję wspomnień :)

Na czym to ja, aaa no tak, koniec marca, przygotowania do zamknięcia głównego sezonu zimowego, tyczyło się to w szczególności naszej Akademii - konie
c z dzieciakami, zajęciami prywatnymi dla dzieci i dorosłych itd.

Anyway, na koniec sezonu odbywa się zawsze huczna impreza całej Akademii, gdzie gwoździem programu, momentem, na który każdy czeka z niecierpliwością, jest gra w kamień ,nożyce, papier, gdzie do wygrania jest pewna suma pieniędzy. No i tutaj na
chodzi pewno Szanownych Czytelników pytanie, ale czemu pewna suma???? A no bo tak! ;) Zależy to od hojności naszego szefostwa, bo to oni, wyciągani pojedynczo z tłumu, proszeni są o dorzucenie się do puli. Nie ma żadnych ograniczeń czy ustaleń co do wielkości datku, ale zazwy
czaj każdy daje 1 mana (10 tys yenów = 345 zł). No i w ten sposób uzbierało się jakieś 10 manów (3450zł) !!!
Od wygrania od tak! Trzeba mieć tylko trochę szczęścia...... kt
óre jednak nie dopisało mi tego dnia >< damn....
W każdym razie, zanim dojdzie do tego ważnego wydarzenia, siedząc sobie w szopie, bo inaczej tego budynku nie da się nazwać, wcinamy pyszne mięso z grillów. Całość podzielona jest na kilka stołów i gdzie kto usiądzie zależy od tego, w jakim miesią
cu się urodził. Przy moim sierpniowym stoliku zebrała się całkiem duża liczba osób.


No więc pijemy, jemy, gadamy, śmiejemy się itd.
W tym momencie czas na małą dygresję na temat japońskiego sposobu przyrządzania grilla... Cóż nie jest to mistrzostwo, przypraw się nie używa, często na ruszt trafiają podroby, np. krowie języki, albo skórki z kurczaka...nie mniej jednak, wszystko jest cieniutko pokrojone, szybko się smaży, a jeśli wymiesza się później z sosem w miseczce, to normalnie mistrzostwo świata :) Na sam koniec, wszystkie resztki mieszane są z makaronem ramen lub soba i podsmażane, co jest także bardzo dobrym i smacznym połączeniem :)
Często na grilla trafiają także warzywa, np cebula pokrojona w plasterki czy kiełki albo kapustka (kapusta jest zawsze i wszędzie, zwykła czy pekińska).











Aż nadchodzi ten ważny moment.

Wtedy na środek sali wychodzi jeden z bossów i gromkim głosem pyta się wszystkich, czy chcieliby dostać trochę kasy :) No baaaaaaaa, też mi pytanie :)
I zaczyna się :) boss staje na podwyższeniu ze skrzynki i zaczyna wyławiać wzrokiem potencjalnych zrzutkowiczów o grubych portfelach ;) Każdy banknot jest pokazywany wszystkim, a na sam koniec liczymy głośno ile łącznie udało się zebrać :)




I można zaczynać już grę :)
Wszyscy wstają z miejsc, wystawiają rękę do góry i głośno krzyczą: 最初はぐう〜ジャンケンポン![saisho ha guu, jankenpon] (w baaardzo luźnym tłumaczeniu: najpierw jest kamień, na raz dwa trzy). Na [pon] wszystko się rozstrzyga :) Przegrani siadają, a ci którzy tak jak prowadzący mieli np. nożyce, zostają i grają dalej. W późniejszej części remisowcy także odpadają z gry. Zostają już tylko ci, których los obdarzył swoim uśmiechem :)
Jak już liczba uczestników spadnie drastycznie, jest czas na zadanie bardzo ważnego pytania czy szczęśliwcy chcą podzielić się wygraną, czy też zwycięzca bierze wszystko? Oczywiście, bez dwóch zdań przechodzi opcja zgarnięcia całej puli przez tylko jednego szczęśliwca :) W pierwszej turze był nim jeden z instruktorów Yuichi. Na początku, będąc jeszcze w szoku po takiej wygranej, stwierdził, że jemu wystarczy tylko 1 man, a o resztę możemy walczyć dalej.... Ale uznaliśmy, że należy mu się wygrana i niech nie marudzi, więc wziął tylko połowę i gra toczyła się dalej.

W kolejnej rundzie wygraną zgarnął animator Nobu. Jak sam stwierdził, stając na chwilę na podwyższeniu, że on niestety nie będzie już taki hojny i zgarnie 4 many z 5, ponieważ 焼き肉屋(yakunikuya - smażalnia mięsa) w której pracował została zamknięta i nie ma na razie pracy.



Także zabawa toczyła się dalej, 1 man, to też pieniądze ;)
Tym razem nagroda przypadła instruktorce Saori.


Ale to nie był koniec zabawy :)
Pozostał jeszcze bilet na wycieczkę w dowolne miejsce na ziemi, no najlepiej takie wakacyjne, opiewający na 10 manów!! Warunkiem był wyjazd w 2 osoby :)
Niestety szczęście nie dopisywało autorce bloga, nie udało jej się niestety zwiększyć zasobność swojego portfela, ani też wybrać się na wycieczkę :(
Bilet przypadł w udziale animatorce Yukiko, z tego co wiem, to chyba wykorzystał część pieniędzy na wyjazd na Okinawę...

No i to by było na tyle, jeśli chodzi o tę imprezę.
Aaaaaa, no tak, bym zapomniała, Yuichi, który ze swojej 10 manowej wygranej, 5 manów wziął tylko dla siebie, razem z głównym dowodzącym Akademią, przekazał po jednym manie dla mnie i Ann, jako jedynych blondynek w tym towarzystwie xD

No dobra to by było na tyle dzisiaj. Kolejne opowieści, te stare i nowe, już wkrótce :)





środa, 25 maja 2011

Misiaczki *-*

Tak, tak, Hokkaido słynie z niedźwiadków, kochanych brązowych misiaczków........ przed którymi należy się strzec, a jak się spotka takiego, to ........nie, nie, właśnie, że nie uciekać gdzie pieprz rośnie, bo wtedy misiek pobiegnie za nami, a trzeba mu przyznać, że pomimo swojej wagi potrafi rozpędzić się do ok 50km/h, a drzewa nie stanowią dla niego przeszkody.... Więc co najlepiej zrobić? Ano patrzeć się na niego i powoli, nie odwracając się za szybko, wycofywać się z pola widzenia/rażenia i mieć nadzieję, że milusińskiemu nie przyjdzie do głowy bawić się z nami w berka...
Oczywiście ważna jest także prewencja... czyli jeśli chodzi się po górach to nawet wskazane jest głośno rozmawiać, słuchać muzyki czy sobie śpiewać. Niedźwiadki raczej ominą taką hałaśliwą zdobycz i pójdą sobie gdzieś indziej, w bezpieczne dla nas miejsce ;)

Mówię o tym, bo parę dni temu jakiś klient Kiroro zauważył misiaczka na parkingu i od tamtej pory blady strach padł na zarząd Kiroro, czy aby i ten rok uda się zakończyć bilansem zerowym, jeśli chodzi o bliskie spotkania spotkania z przytulaśnymi :)

Czasami zdarza się, że kiedy kończymy pracę to nie ma żadnego autobus do akademika, więc musimy iść na piechotę, czyli jakieś 40min z górki (lepiej niż w drugą stronę >< co już kilka razy przetestowałam). Ale z powodu wspomnianego powyżej przypadku bywa, że jeśli ktoś tylko zauważy nas kierujących się na piechtę do akademika, proponuje nam podwiezienie, chociaż by był i w samym środku pracy.
Po co nam kolejny stres ;) wystarczy ten związany z pracą ;)

niedziela, 22 maja 2011

Japońskie realia...

szukałam tuńczyka w puszcze w japońskim supermarkecie, a jedyne co mogłam znaleźć to świeży tuńczyk.....

poniedziałek, 9 maja 2011

Nowy rozdział...



... i nie chodzi tutaj o moją magisterkę (co może zasmucić pewne osoby ;) )

Po prostu 8 maja (niedziela) w Kiroro pożegnaliśmy sezon zimowy, zamykając hotel Mountain przy stoku. Oznacza to także, że zmienia mi się miejsce pracy, jako że dotychczas zajmowałam się obsługą klientów w tzw. Rentalu, czyli wypożyczalni sprzętu narciarskiego i snowboardowego.
9 i 10 maja zajmowaliśmy się sprzątaniem rentala, przekładaniem, ustawianiem, wyrzucaniem, zwracaniem, czyszczeniem, pakowaniem i wszystkim tym, co tylko może być związane z porządkowaniem sprzętu narciarskiego i snowboardowego.
10 maja, mniej więcej od godziny 14 mieliśmy tzw. 研修, czyli training, związany z naszym nowym miejscem pracy - restauracją.... Nie powiem, liczyliśmy na jakiś tydzień wolnego, jak inni pracownicy działu sportowego, ale nici z tego wyszły ><

Prócz zmian w zakresie pracy, czeka nas także kwestia przyzwyczajenia się do nowych, cichych realiów akademika... Niestety, wraz z 10 maja znowu ubyło nam mieszkańców akademika, tak więc czeka nas cisza, pustka i nuda ;) No może z tą nudą to przesada, ale faktem jest to, iż będzie mniej osób do pogadania czy też powygłupiania się.

No dobra, może kilka słów o pracy.
Obecnie pracuję w restauracji hotelowej, tzn w dwóch miejscach na raz. Jedno to sala bankietowa, na której zazwyczaj odbywają się śniadania czy kolacje, w szczególności, jeśli do Kiroro zawita większa wycieczka, np szkolna, a drugie miejsce, to restauracja POP, gdzie przy mniejszej liczbie gości, podawana jest zazwyczaj kolacja, a także można tam zjeść lunch.
Do pracy kelnerki czy kelnera zalicza się nie tylko przyjmowanie zamówień (najczęściej na napoje, ponieważ w obu salach preferuje się system szwedzkiego bufetu), zbieranie naczyń ze stołu, ale także i przygotowywanie całej dekoracji, ustawienia poszczególnych potraw na stole, przygotowywanie zastawy i sztućców itd, czyli generalnie wieczna bieganina między salą a kuchnią a spiżarnią.
Cały ten system kojarzy mi się z grą Hospital. Dla tych co nie znają, dodam, że gra polega na budowaniu szpitala, dobrego rozplanowania poszczególnych pomieszczeń, dobrego doboru pracowników, szybkiego przebiegu wizyty pacjenta w szpitalu no i oczywiście na utrzymywaniu czystości. Na wyższych poziomach, kiedy już wybuduje się wszystkie gabinety, jakie są tylko dostępne itd., aby przejść do kolejnego etapu, należy ciągle sprawdzać, czy wszędzie jest posprzątane, czy lekarze są w gabinetach, czy nie za dużo pacjentów czeka w kolejce....itp itd..... i właśnie tak wygląda dla mnie praca w restauracji. Jest to wieczne dbanie o to, żeby niczego nie zabrakło, wieczne przecieranie stołów, sprzątanie po klientach, ogólnie jedna wielka bieganina ;) Czasami ktoś mnie zagada, zapyta się skąd jestem itd. Zazwyczaj są to osoby z zagranicy, w tym momencie mam na myśli Tajwańczyków, bo to oni zaczęli z powrotem, może nie masowo, ale jednak w większej liczbie, odwiedzać Japonię. Jak powiedziała mi jedna Tajwanka, Lee, z którą utrzymuję obecnie kontakt mailowy, Tajwańczycy stwierdzili, że nie ma już takiego zagrożenia promieniowaniem, więc można spokojnie pozwiedzać sobie Japonię, a na pewno miejsca oddalone od Fukishimy, tak na wszelki wypadek ;)
Tak na marginesie, Lee bardzo spodobało się to, że pracuję tutaj z takim oddaniem (chyba coś się jej przewidziało ;) ), ponieważ jej własne dzieci nic nie robią, nigdy nie pracowały, a jak jadą za granicę, np studiować, czy w celach turystycznych, to ojciec zawsze dba o to, żeby pobyt ten upływał im zawsze w atmosferze luksusu itd.
W każdym razie, liczę na to, że nie będziemy tutaj pracować dłużej niż do końca czerwca, jak większość tymczasowego staffu, który rekrutuje się z pracowników działu sportowego, którzy po zakończeniu sezonu zimowego, muszą gdzieś przeczekać do momentu rozpoczęcia sezonu letniego.

Ok, to może teraz wrócę do niedokończonych opowieści z poprzednich miesięcy....

Wspominałam kiedyś o tym, że na początku kwietnia, z powodu zakończenia głównego sezonu zimowego w Kiroro, kiedy to 3/4 pracowników wyjechało, na korytarzu można było znaleźć różne ciekawego rzeczy, czy też dostać je w spadku od znajomych ;) W ten sposób udało mi się skompletować zestaw urządzeń kuchennych, do których jakiś tydzień temu dołączył mały piekarnik, w którym mogę robić sobie tosty, albo podpiekać mochi (ryżowe ciastka, pampuchy).

A oto i zdjęcia:

To są właśnie mochi :)

Mam jeszcze płytkę grzewczą, ale o niej może kiedy indziej, jak znajdę zdjęcie ;)

No tak, miałam się rozpisać, ale jak zwykle zabrakło czasu, plus to, że nie skopiowałam jeszcze wszystkich zdjęć i plików z poprzedniego komputera, bo nie miałam za bardzo jak ><
Oki lecę szykować się do pracy :)

Do usłyszenia :)

czwartek, 5 maja 2011

Szybki wpis

dotyczący faktu, iż zostałam posiadaczką nowego komputera, jako że poprzedni się trochę popsuł...... (spadł na ziemię i poszedł mu ekran ><)
Moją nową zabawką jest MacBook Pro 13 cali xD
właśnie jestem w trakcie przyzwyczajania się do tej nowinki ;)
Jak tylko ogarnę temat, to obiecuję napisać meeeg a długiego posta ;)